Jeszcze rano wielu spodziewało się, że dziś zapadnie rozstrzygnięcie, na które czeka polityczna Warszawa i opinia publiczna. Tak się jednak nie stało. W sprawie wniosku o tymczasowy areszt dla Zbigniewa Ziobry sąd wykonał ruch, który przesuwa cały kalendarz postępowania – i wcale nie studzi emocji. W praktyce daje to obu stronom dodatkowy czas, ale też przedłuża polityczne napięcie, bo temat znów zostaje „otwarty” na kolejne tygodnie.
- Czytaj też: Tusk nagle wypalił w trakcie konferencji. Tak potężnego uderzenia Ziobro się nie spodziewał – zero hamulców
Sprawa aresztu Ziobry już dawno wyszła poza salę sądową
Wniosek o areszt dla byłego ministra sprawiedliwości od początku odbierany jest nie tylko jako element procedury karnej. To także punkt zapalny w sporze o rozliczenia i o to, czy państwo potrafi skutecznie prowadzić sprawy dotyczące ludzi z samego szczytu poprzedniej władzy.
Jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia głos zabrała obrona. Mecenas Bartosz Lewandowski uderzył w prokuraturę, twierdząc, że prowadzenie postępowania narusza prawo do obrony. Według jego relacji zespół obrońców nie miał wglądu do pełnej dokumentacji, mimo że – jak przekonywał – w aktach mają znajdować się materiały korzystne dla Ziobry.
Obrońca mówił też o sytuacji, w której inny prawnik w tej samej sprawie miał uzyskać dostęp do dokumentów, których jemu odmówiono. W jego ocenie prokuratura wybiórczo prezentuje sądowi materiał dowodowy, co ma zaburzać równowagę procesową i utrudniać rzetelną ocenę wniosku o areszt.
Prokuratura chce trzech miesięcy aresztu. W tle Fundusz Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa domaga się tymczasowego aresztowania na trzy miesiące. W uzasadnieniu ma wskazywać ryzyko utrudniania śledztwa dotyczącego nieprawidłowości wokół Funduszu Sprawiedliwości. Śledczy argumentują, że Ziobro, ze względu na swoją pozycję i sieć kontaktów, mógłby wpływać na świadków albo ingerować w tok postępowania w inny sposób.
Obrona odpiera te zarzuty i podnosi, że wcześniejsze kierownictwo prokuratury nie widziało potrzeby sięgania po najbardziej restrykcyjne środki. Według mecenasów, dopiero po zmianach personalnych na najwyższych szczeblach organów ścigania podejście do sprawy miało się zaostrzyć. W ich ocenie na tym etapie zarzuty wobec Ziobry nie zostały nawet dostatecznie uprawdopodobnione, co ma wykluczać areszt.
Dodatkowym kontekstem pozostaje fakt, że Ziobro od miesięcy przebywa poza Polską i – według przekazywanych informacji – korzysta z ochrony udzielonej mu przez władze Węgier. To nadaje sprawie ciężar międzynarodowy i sprawia, że każde zdanie wypowiedziane w sądzie natychmiast żyje własnym życiem w politycznej debacie.
Sąd odroczył posiedzenie. Jest konkretna data
Najważniejsza informacja padła po zakończeniu dzisiejszych czynności. Z relacji obrony wynika, że posiedzenie nie zakończyło się rozstrzygnięciem, bo sąd zdecydował o odroczeniu.
„Sąd odroczył posiedzenie dotyczące wniosku o areszt dla byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry do 5 lutego 2026 r.” – przekazał mecenas Bartosz Lewandowski dziennikarzom.
Obrońca wyjaśnił, że decyzja sądu była poprzedzona wnioskiem obrony o odroczenie. Jak mówił, argumentacja miała dotyczyć dotychczasowego przebiegu postępowania, ale nie tylko.
„Wniosek o odroczenie opierał się na dość obszernej argumentacji dotyczącej dotychczasowego przebiegu postępowania oraz dotyczył przynależności pani sędzi do stowarzyszenia ‘Iustitia’” – powiedział Lewandowski.
I dodał, że według obrony sprawa nie ogranicza się do kwestii formalnych.
„Dotyczył również jednoznacznie deklarowanego przez panią sędzię stanowiska w kwestii kierunków politycznych naszego klienta” – podkreślił.
To oznacza jedno: odpowiedź na pytanie, czy były minister trafi do aresztu, została przesunięta na później. Do 5 lutego temat nie zniknie – przeciwnie, będzie wracał w komentarzach, analizach i politycznych przepychankach. A w takich sprawach czas zwykle nie uspokaja nastrojów, tylko je podgrzewa.
