Tusk wpadł w szał po tym, jak PiS i Kaczyński potraktowali Sikorskiego. Takich słów jeszcze nie było, w kraju zawrzało
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W Sejmie miało być o bezpieczeństwie, sojuszach i polskiej racji stanu. A wyszło jak zawsze w dni, gdy polityka zagraniczna miesza się z krajową wojną na gesty. Tym razem wystarczyło kilka pustych krzeseł.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Kluczowe wystąpienie szefa dyplomacji w Sejmie

Czwartkowe posiedzenie Sejmu miało rangę jednego z najważniejszych wydarzeń politycznych w tym roku. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wygłosił exposé o priorytetach polskiej polityki zagranicznej na kolejne lata.

Na sali byli najważniejsi ludzie w państwie. Wśród słuchających znaleźli się m.in. prezydent RP, marszałkowie obu izb oraz niemal cały rząd. Układ wyglądał jak podkreślenie wagi chwili. W świecie, w którym wojna za wschodnią granicą jest faktem, a relacje międzynarodowe zmieniają się z tygodnia na tydzień, taki obraz miał sugerować spójność i mobilizację.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Tyle że na tej sali każdy widzi też to, czego nie ma.

Manifestacyjny brak Jarosława Kaczyńskiego i posłów PiS

W ławach największej partii opozycyjnej pojawiły się puste miejsca. Według relacji w mediach społecznościowych Jarosław Kaczyński i większość posłów PiS nie przyszli na wystąpienie szefa MSZ.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Dla jednych to czytelny bojkot rządu. Dla innych demonstracyjny sygnał, że opozycja nie zamierza legitymizować przekazu koalicji nawet wtedy, gdy temat dotyczy spraw państwowych. Efekt był jeden: zamiast dyskusji o kierunkach polityki zagranicznej, w centrum znalazł się gest i jego polityczne konsekwencje.

Puste krzesła szybko stały się symbolem. I zapalnikiem.

Ostra reakcja premiera w mediach społecznościowych

Donald Tusk zareagował błyskawicznie. W sieci opublikował wpis, w którym wprost wytknął nieobecność lidera PiS i jego posłów. Uderzył ironią, ale też wykorzystał moment, by podbić przekaz dnia.

„Prezydent, marszałkowie, rząd słuchają wystąpienia szefa polskiej dyplomacji. Kaczyńskiego i większości posłów PiS nie ma na sali. Szkoda, bo to do nich Sikorski skierował te słowa: „Byliśmy, jesteśmy i będziemy lojalnymi sojusznikami Ameryki. Ale nie będziemy frajerami”.”

Wpis błyskawicznie zaczął żyć własnym życiem. Premier postawił sprawę jasno: bojkot PiS miał oznaczać, że nie usłyszeli najważniejszej deklaracji, która dotyczy relacji z USA i podejścia do sojuszy.

Nowa asertywność w polityce zagranicznej. „Nie będziemy frajerami” jako hasło dnia

Najmocniej wybrzmiała jedna fraza. „Nie będziemy frajerami”. To sformułowanie stało się motywem przewodnim, bo jest dosadne i łatwo je niesie internet.

W tej narracji rząd pokazuje, że chce mówić o relacjach międzynarodowych językiem wzajemności. Lojalność ma być, ale bez jednostronnych kosztów. Tusk, nagłaśniając cytat z exposé, wysłał też komunikat do krajowej sceny: koalicja nie zamierza oddawać pola PiS-owi w temacie USA, NATO i bezpieczeństwa.

A cała sytuacja pokazała jeszcze jedno. Spór o to, kto „bardziej” broni interesu narodowego, wchodzi w fazę bezlitosnej licytacji. Tu nie liczy się już tylko treść przemówienia. Liczy się obraz. I to, kto na nim wygląda jak nieobecny.