Jedno zdanie wypowiedziane za oceanem uruchomiło w Warszawie reakcję łańcuchową. Najpierw było oburzenie, potem nerwowe wpisy i publiczne riposty. Teraz sprawa wróciła w studiu TVN24 – już nie jako internetowa przepychanka, ale test skuteczności polskiej dyplomacji i pozycji głowy państwa w relacjach z USA.
- Czytaj też: Była żona Kazimierza Marcinkiewicza nagle przerwała milczenie. Naprawdę ma zamiar to zrobić byłemu mężowi
Geneza sporu o sojuszników w NATO
Iskrą była wypowiedź Donalda Trumpa w Fox News. Mówił o sojusznikach w Afganistanie i sugerował, że „trzymali się z dala od linii frontu”. W Polsce te słowa odebrano jako uderzenie w sens misji i w pamięć o realnych stratach.
Rząd zareagował stanowczo, ale uwaga szybko skupiła się na prezydencie Karolu Nawrockim. Tym bardziej, że deklaruje bliskie, przyjacielskie relacje z amerykańskim liderem. W takich sytuacjach liczy się nie tylko emocja, ale też to, czy za nią idzie konkretny efekt.
Prezydencki hołd w mediach społecznościowych
Karol Nawrocki odpowiedział wpisem na platformie X. Przywołał ofiary i podkreślił, że polscy żołnierze zasługują na szacunek.
„Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil”.
Wpis odbił się szerokim echem, ale wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz uznał, że to za mało jak na wagę słów, które padły w Stanach Zjednoczonych. Jego zdaniem publiczny hołd jest ważny, ale nie kończy sprawy.
Oczekiwania MON wobec dyplomacji osobistej
Kosiniak-Kamysz w TVN24 mówił wprost: jeśli prezydent ma dobre relacje z Trumpem, powinien je wykorzystać nie do grzeczności, tylko do sprostowania sprawy u źródła. W jego ocenie prezydent powinien umieć powiedzieć „szczerze do przyjaciela”, że taka narracja jest nie do zaakceptowania.
„Chciałbym, żeby te dobre relacje prezydenta Nawrockiego i prezydenta Trumpa skutkowały tym, że można powiedzieć szczerze do przyjaciela: to mi się nie podobało, tak nie było, Polska jest zawsze z wami, dowodziła dużą prowincją w Afganistanie, brała odpowiedzialność, musicie widzieć naszych żołnierzy”.
Szef MON podkreślił, że w takich momentach liczy się skuteczność. Nie sama reakcja, nie sama symbolika. Chodzi o to, by kłamliwe tezy nie zostały w obiegu jako „prawda, która poszła w świat”.
Skuteczność działań polskiej dyplomacji
Władysław Kosiniak-Kamysz zwrócił też uwagę, że rząd już działał i – w jego ocenie – widać było pierwsze efekty. Wskazał na zmianę tonu w wypowiedzi ambasadora USA w Polsce, co miało świadczyć o korekcie narracji. Podkreślił, że w sprawie jest reakcja całego rządu: premiera i szefa MSZ.
„Polska dyplomacja zadziałała. Widać było to po wpisie ambasadora USA w Polsce, który w inny sposób odniósł się, zmieniając narrację. Jest reakcja całego rządu, i premiera, i szefa MSZ. Mówimy, jaka jest prawda”.
W tle jego słów wybrzmiała jedna myśl: jeśli prezydent ma deklarowane przełożenie na relacje z Trumpem, teraz jest moment, by je pokazać. W ocenie szefa MON wpis w mediach społecznościowych to dopiero początek. Oczekiwanie jest jasne – twarda rozmowa, konkretne sprostowanie i przypomnienie, jak wyglądało polskie zaangażowanie, w tym odpowiedzialność za prowincję Ghazni.
