W Prawie i Sprawiedliwości napięcie rośnie. Nazwisko kandydata na premiera ma zostać ogłoszone w marcu, ale kulisy rozmów pokazują, że decyzja wcale nie była oczywista. Według relacji medialnych, prezes PiS napotkał w tej sprawie wyraźny opór ze strony głowy państwa.
- Czytaj też: Ledwo zaczął się nowy tydzień, a Tusk już wypalił do Nawrockiego. Pilny apel, głośno o tym w całej Polsce
Kiedy PiS ogłosi kandydata na premiera? Jarosław Kaczyński zapowiada decyzję w marcu
W ostatnich tygodniach temat wyboru kandydata na premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości stał się jednym z głównych wątków wewnątrz partii. Działacze i sympatycy zastanawiają się, na kogo postawi kierownictwo ugrupowania.
- Zobacz także: Żywioł ponownie zaatakował ze dwojoną siłą. Woda wdziera się do domów. Jest źle, sytuacja się pogarsza
19 lutego Jarosław Kaczyński w rozmowie w Radiu Maryja zapowiedział, że nazwisko ma zostać ujawnione w marcu.
– Sądzę, że w marcu ta sprawa będzie już zupełnie jasna. (…) Ja już decyzję podjąłem, mam daleko idące uprawnienia wynikające ze statutu (…), ale chciałbym to najpierw skonfrontować z większym zgromadzeniem członków naszej formacji.
Komentatorzy wskazują, że ogłoszenie kandydata może mieć podwójny cel: zakończyć wewnętrzne napięcia oraz skupić uwagę opinii publicznej na konkretnej osobie.
Jeden z polityków PiS w rozmowie z Onetem mówił anonimowo:
– Prezes zobaczył, że trzeba przeciąć wewnętrzną nawalankę, a ogłoszenie nazwiska kandydata na premiera będzie najlepszym sposobem. Szczerze? Ludzi teraz nie interesuje program. Uwagę skupiają nazwiska, więc z tego punktu widzenia to byłby ruch dość logiczny.
Kaczyński namawiał prezydenta. W tle nazwisko Zbigniewa Boguckiego
Według relacji dziennikarzy, w ostatnim czasie dochodziło do nieoficjalnych spotkań między liderem PiS a prezydentem Karolem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim.
Jak mówił Jacek Gądek w programie „Stan Wyjątkowy”, rozmowy miały dotyczyć m.in. kandydatury Zbigniewa Boguckiego, który poważnie rozpatrywany był jako potencjalny kandydat na szefa rządu.
Problem polegał jednak na tym, że Bogucki pełni funkcję w Kancelarii Prezydenta. Według Gądka, głowa państwa nie zgodziła się na „wypuszczenie” swojego współpracownika.
– Ci ludzie muszą po prostu tyrać na Nawrockiego – mówił dziennikarz, wskazując, że prezydent nie chciał osłabiać swojego zaplecza.
Dominika Długosz oceniła tę odmowę jako „moment absolutnie historyczny”, sugerując, że stanowcze „nie” wobec prezesa PiS to wydarzenie bez precedensu w relacjach obu polityków.
Karol Nawrocki powiedział „nie”. Kaczyński musiał odpuścić
Z relacji wynika, że Jarosław Kaczyński próbował przekonać prezydenta, ale ostatecznie natrafił na mur. Jak twierdzi Gądek, argumentów miało być wiele, jednak głowa państwa nie zmieniła stanowiska.
Prezes PiS nie zdecydował się na otwartą konfrontację. W tle jest polityczna kalkulacja: w obecnej sytuacji partia może bardziej potrzebować wsparcia prezydenta niż odwrotnie. Kluczowe znaczenie ma także przyszłość – to właśnie prezydent po wyborach w 2027 roku będzie powierzał misję tworzenia rządu.
Gądek zwrócił uwagę, że Kaczyński nie chce powtórzyć błędu z początku prezydentury Andrzeja Dudy.
– Jarosław Kaczyński nie chce też popełnić tego błędu, który popełnił na początku prezydentury Andrzeja Dudy. Nie szanował Andrzeja Dudy, pomiatał nim, żądał tylko, by podpisywał ustawy.
Dziennikarz wskazywał również na symboliczne szybkie przejście lidera PiS i obecnego prezydenta na „ty”, co – jego zdaniem – ma świadczyć o innej jakości relacji. Padają nawet spekulacje o wzajemnym szacunku.
Jedno jest pewne: w sprawie Zbigniewa Boguckiego prezes PiS musiał odpuścić. A to oznacza, że nazwisko marcowego kandydata może być inne, niż jeszcze niedawno zakładano.
