Tym razem Polska odmówiła pomocy Ukrainie. Przeciwko był też inny sąsiad
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Ukraina szuka nowych możliwości eksportu produktów rolnych po kolejnych rosyjskich atakach na infrastrukturę portową nad Morzem Czarnym. Kijów zwrócił się do państw Unii Europejskiej o zwiększenie możliwości transportu koleją, drogami i szlakami rzecznymi oraz o wsparcie finansowe w wysokości 1,1 mld euro. Polska nie zamierza jednak zwiększać tranzytu ukraińskich produktów rolnych przez swoje terytorium. Podobne zastrzeżenia zgłosiła Rumunia, wskazując na ograniczenia infrastruktury i interes własnych rolników.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Sytuacja ukraińskiego rolnictwa komplikuje się wraz z kolejnymi rosyjskimi atakami na porty i infrastrukturę wykorzystywaną do eksportu przez Morze Czarne. Dla Ukrainy droga morska pozostaje najważniejszym sposobem wywozu dużych ilości zbóż i innych produktów rolnych. Gdy jej możliwości są ograniczane, ciężar transportu musi w większym stopniu przejąć kolej, transport drogowy oraz szlaki prowadzące przez Dunaj.

Ukraińskie władze ostrzegają, że przedłużające się problemy mogą doprowadzić do pozostania w kraju dziesiątek milionów ton produktów rolnych. To z kolei oznacza nie tylko utratę wpływów z eksportu, ale również problemy z magazynowaniem oraz finansowaniem kolejnego sezonu produkcyjnego.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Ukraina chce 1,1 mld euro na alternatywne trasy

Ukraiński minister rolnictwa Taras Wysocki zwrócił się do partnerów europejskich o zwiększenie możliwości wykorzystywania tak zwanych korytarzy solidarnościowych. Chodzi o transport produktów przez państwa Unii Europejskiej koleją, drogami i drogami wodnymi.

Problemem pozostają jednak koszty. Eksport lądowy jest znacznie droższy od transportu statkami przez Morze Czarne. Według strony ukraińskiej różnica może sięgać około 50 euro na tonie produktu. Kijów szacuje, że na pokrycie części dodatkowych kosztów potrzebne byłoby około 1,1 mld euro.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Takie wsparcie miałoby pomóc w wywozie dodatkowych milionów ton produktów rolnych. Ukraina argumentuje, że bez sprawnie działającego eksportu jej rolnicy mogą mieć coraz większy problem z finansowaniem następnych zasiewów.

Polska nie planuje zwiększać tranzytu

Warszawa nie zamierza jednak zwiększać obecnych możliwości transportu ukraińskich produktów przez Polskę. Ministerstwo Infrastruktury przekazało, że nie są planowane zmiany, których celem byłoby rozszerzenie tranzytu produktów rolnych pochodzących z Ukrainy.

To nie oznacza całkowitego zatrzymania istniejących przewozów. Stanowisko polskich władz dotyczy przede wszystkim braku planów zwiększenia ich skali.

Sprawa ma szczególne znaczenie dla polskiego rolnictwa. Po wcześniejszych problemach związanych z napływem ukraińskiego zboża temat pozostaje politycznie i społecznie wrażliwy. Rolnicy wielokrotnie wskazywali, że nadmierna podaż produktów z Ukrainy może wpływać na ceny i sytuację krajowych gospodarstw.

Rumunia również stawia granice

Podobne argumenty przedstawia Rumunia, przez którą przebiega jeden z najważniejszych alternatywnych szlaków ukraińskiego eksportu. Ogromne znaczenie mają tutaj Dunaj oraz port w Konstancy.

Rumuński minister rolnictwa Barna Tánczos zwrócił uwagę, że infrastruktura ma swoje fizyczne ograniczenia. Niski poziom wody na Dunaju dodatkowo utrudnia transport, a zwiększenie liczby ukraińskich ładunków mogłoby utrudnić eksport rumuńskim producentom.

„Wszyscy wiedzą, że nie możemy podwoić liczby pociągów, nie możemy podwoić przepustowości dróg, kolei i portów” – mówił.

Minister zaznaczył również, że priorytetem pozostają interesy rumuńskich rolników. Nie oznacza to całkowitego wycofania Rumunii z obsługi ukraińskiego tranzytu, ale władze w Bukareszcie nie chcą dopuścić do sytuacji, w której lokalni producenci straciliby dostęp do infrastruktury potrzebnej do sprzedaży własnych plonów.

Problem dotyczy nie tylko zboża

Choć w debacie najczęściej mówi się o ukraińskim zbożu, apel Kijowa dotyczy szerzej produktów rolnych. W grę wchodzą także rośliny oleiste, oleje oraz produkty przetworzone.

Ukraina znajduje się więc w trudnej sytuacji. Z jednej strony musi utrzymywać eksport, ponieważ rolnictwo pozostaje ważnym źródłem wpływów dla gospodarki. Z drugiej państwa sąsiednie nie chcą bez ograniczeń zwiększać przepustowości swoich tras, obawiając się przeciążenia infrastruktury oraz pogorszenia sytuacji własnych producentów.

Na razie Polska nie zapowiada zwiększenia skali tranzytu, a Rumunia również sygnalizuje, że jej możliwości są ograniczone. Kijów będzie więc próbował przekonać Brukselę zarówno do finansowego wsparcia alternatywnych tras, jak i do szukania nowych sposobów wywozu produktów na rynki zagraniczne.