Jeszcze kilka dni wcześniej rodzina i znajomi wierzyli, że to może być jedna z tych historii, które kończą się szczęśliwie – odnalezieniem, krótkim wyjaśnieniem i ulgą. Z każdą kolejną godziną bez kontaktu napięcie jednak rosło. Kiedy wreszcie pojawiła się informacja o odnalezieniu zaginionego 29-letniego porucznika z jednostki w Legionowie, stało się jasne, że sprawa przybiera najgorszy możliwy obrót.
- Czytaj też: Nawrocki przyjął go w Pałacu Prezydenckim. Gdy Żurek ich zobaczył – musiał pilnie interweniować
Zgłoszenie zaginięcia i pierwsze godziny akcji
Zaginięcie 29-letniego żołnierza zostało zgłoszone w pierwszych dniach stycznia. Z informacji przekazanych w opisie wynika, że mężczyzna był ostatni raz widziany po spotkaniu towarzyskim, a potem nie wrócił do domu. Gdy kontakt się urwał, bliscy zawiadomili policję. Sprawa została potraktowana jako pilna.
Do działań skierowano policjantów z Radomia oraz Żandarmerię Wojskową. To od razu pokazało, że służby liczą się z tym, że czas może grać kluczową rolę.
Poszukiwania w terenie, który zimą potrafi być bezlitosny
Rejon poszukiwań obejmował okolice gminy Iłża. Ten obszar – jak wynika z opisu – to nie tylko lasy, ale też wąwozy i rozległe podmokłe fragmenty terenu. Zimą takie miejsca są wyjątkowo trudne do przeszukania: gęsta roślinność, ograniczona widoczność i niska temperatura sprawiają, że każdy kilometr wymaga czasu i sił.
Służby przez kilka dni przeczesywały kolejne odcinki, korzystając z psów tropiących oraz wsparcia wojskowych. Przełom nastąpił dopiero po pewnym czasie.
Ciało zaginionego odnaleziono w bagnistym, trudno dostępnym miejscu między Pomorzanami a Pakosławiem. Samo miejsce znaleziska od razu rodziło pytania, bo to rejon odludny i – jak podkreślono – niebezpieczny.
Co ustaliła prokuratura po odnalezieniu ciała
Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa Ursynów. Śledczy wszczęli je w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. To oznacza, że na tym etapie nie ma mowy o tezie dotyczącej zaplanowanego przestępstwa, ale prokuratura bada okoliczności, które mogły doprowadzić do tragedii.
Kluczowe znaczenie miała sekcja zwłok. Wstępne ustalenia – przekazane przez rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie – nie wskazują na udział osób trzecich. W opisie zaznaczono, że na ciele nie stwierdzono obrażeń sugerujących atak czy użycie przemocy.
To jednak nie kończy sprawy. Teraz prokuratura ma odtworzyć ostatnie godziny życia porucznika. Analizowane mają być m.in. zeznania osób, z którymi przebywał wcześniej, dane z telefonu, zapisy z monitoringu oraz ślady z miejsca odnalezienia ciała. Śledczy mają też ustalać, czy mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu lub innych substancji – bo takie okoliczności, w połączeniu z nocą i trudnym terenem, mogą mieć znaczenie dla zrozumienia tego, jak doszło do tragedii.
Dlaczego sprawa jest ważna także dla wojska
Choć zdarzenie miało miejsce poza służbą, fakt, że zmarły był żołnierzem zawodowym, nadaje sprawie dodatkowy ciężar. W poszukiwaniach brała udział Żandarmeria Wojskowa i – jak wskazano – możliwe jest również postępowanie wewnętrzne po stronie wojska. Takie działania służą zwykle sprawdzeniu, czy wcześniej pojawiały się sygnały, które mogłyby mieć znaczenie dla przebiegu wydarzeń.
W opisie podkreślono też, że śmierć 29-letniego oficera wstrząsnęła jednostką i rodziną. Zmarły pozostawił żonę i syna. Dla bliskich najważniejsze są dziś odpowiedzi na pytania o to, co stało się tamtej nocy i dlaczego porucznik znalazł się samotnie w tak trudnym terenie.
Śledztwo trwa, a kluczowe odpowiedzi mają dopiero paść
Prokuratura zapowiada dalsze czynności i szczegółowe analizy. Na tym etapie – według przekazanych informacji – wstępne wyniki sekcji nie wskazują na udział osób trzecich, ale śledczy wciąż ustalają pełny przebieg zdarzeń, krok po kroku. Dopiero po zebraniu wszystkich danych będzie można jasno odpowiedzieć, co doprowadziło do tragedii pod Iłżą.
