Samolot z Warszawy nagle zgłosił porwanie. Poderwano myśliwce
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Samolot lecący z Warszawy do Tel Awiwu niespodziewanie wylądował w Bułgarii. W trakcie rejsu załoga zgłosiła stan zagrożenia, a sygnał został potraktowany jako alarm dotyczący możliwego porwania maszyny. Sytuacja była na tyle poważna, że w powietrze poderwano myśliwce. Później okazało się, że alarm był fałszywy.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Alarm podczas lotu z Warszawy do Tel Awiwu

Do incydentu doszło we wtorek 30 czerwca podczas rejsu LO155 z Warszawy do Tel Awiwu. Lot był wykonywany samolotem Airbus A320 należącym do bułgarskiej linii Electra Airways, która realizowała połączenie dla Polskich Linii Lotniczych LOT.

W trakcie lotu załoga zgłosiła stan zagrożenia. Chodziło o sygnał transpondera, który w lotnictwie oznacza bezprawną ingerencję na pokładzie, w tym możliwe porwanie samolotu. Według izraelskich mediów alarm został nadany, gdy maszyna znajdowała się w przestrzeni powietrznej Turcji.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Reakcja służb była natychmiastowa. Izraelskie wojsko poderwało dwa myśliwce, które skierowano w stronę pasażerskiego Airbusa. Później pojawiły się także informacje, że w związku z incydentem reagowały również siły tureckie i bułgarskie. Bułgarskie media, powołując się na tamtejsze ministerstwo obrony, podały, że uruchomiono procedury NATO Air Policing, a do akcji skierowano m.in. bułgarski myśliwiec MiG-29.

Alarm został odwołany, ale maszyna nie doleciała do Izraela

W dalszej korespondencji z kontrolą ruchu lotniczego zgłoszenie zostało wycofane. Jak przekazał rzecznik PLL LOT Krzysztof Moczulski, przyczyną alarmu było błędne ustawienie transpondera. Bułgarskie ministerstwo transportu wskazywało natomiast na techniczną usterkę urządzenia, które nadało fałszywy sygnał.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Izraelskie siły zbrojne po pewnym czasie poinformowały, że kontakt z maszyną został przywrócony, a incydent nie jest traktowany jako realne zagrożenie bezpieczeństwa. Mimo to samolot nie kontynuował lotu do Tel Awiwu.

Maszyna miała krążyć w rejonie Cypru, a następnie została skierowana do Bułgarii. Ostatecznie wylądowała w Burgas, czyli na lotnisku bazowym linii Electra Airways. LOT wyjaśnił, że decyzję o przekierowaniu samolotu podjęto ze względu na ograniczenia wynikające z dopuszczalnego czasu pracy załogi.

Pasażerowie trafili pod kontrolę służb

Po lądowaniu w Burgas pasażerowie opuścili pokład. Według zagranicznych mediów zostali objęci procedurami bezpieczeństwa i kontrolą bułgarskich służb. Linie lotnicze przeprosiły za utrudnienia i podkreśliły, że bezpieczeństwo pasażerów oraz załogi pozostaje priorytetem.

Incydent jest teraz wyjaśniany przez odpowiednie instytucje. Izraelskie media podawały, że sprawa została potraktowana bardzo poważnie, ponieważ sygnał o porwaniu samolotu automatycznie uruchamia międzynarodowe procedury bezpieczeństwa. Na razie nie wiadomo, czy wobec członków załogi zostaną wyciągnięte konsekwencje.

Sprawa rejsu LO155 pokazuje, jak duże znaczenie w lotnictwie ma prawidłowe użycie transpondera. Nawet fałszywy sygnał może doprowadzić do poderwania myśliwców, przekierowania samolotu i wielogodzinnych utrudnień dla pasażerów.