Wojsko postawione na równe nogi. Alerty RCB zmroziły mieszkańców
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

To nie jest ten typ zimy, który kończy się na „ładnym widoku za oknem”. W wielu regionach śnieg i wiatr zaczęły robić realny bałagan: zasypane ulice, śliskie chodniki, zawieje, a do tego mróz, który trzyma i nie odpuszcza. Służby ostrzegają, że pogoda może jeszcze przykręcić śrubę, dlatego pojawiły się zarówno komunikaty IMGW, jak i alerty RCB dla części kraju.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Skrócona gotowość WOT. To nie jest zwykłe „dmuchanie na zimne”

W sobotę pojawiła się informacja, że skrócono czas reakcji Wojsk Obrony Terytorialnej. W praktyce chodzi o to, by żołnierze mogli szybciej wesprzeć samorządy, jeśli sytuacja zacznie się komplikować – na przykład przy odśnieżaniu, udrażnianiu dojazdów albo pomocy tam, gdzie miasto czy gmina zwyczajnie nie wyrabia.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

To ważny sygnał, bo takich decyzji nie podejmuje się „dla spokoju sumienia”. Jeżeli wojsko ma być gotowe szybciej niż zwykle, to znaczy, że ktoś w tle naprawdę liczy się z ciężkim scenariuszem na najbliższe godziny i dni.

Alerty RCB i ostrzeżenia IMGW. Północ i południe pod lupą

Rządowe alerty poszły do mieszkańców północnej i południowej Polski. Przekaz jest prosty: będzie ślisko, będzie ciężko na drogach, lepiej nie planować podróży na siłę i trzymać rękę na pulsie, bo warunki mogą się zmieniać z godziny na godzinę.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Z kolei ostrzeżenia meteorologiczne obejmują kilka rodzajów zagrożeń naraz: intensywny śnieg, zamiecie i zawieje oraz silny mróz. Najbardziej nerwowo wygląda pas północny i rejony górskie. To właśnie tam wiatr potrafi zrobić „drugie tyle” roboty co sam opad – nawiewa śnieg na jezdnię, buduje zaspy i zabiera widoczność, nawet jeśli w danej chwili nie sypie najmocniej.

Słupsk pokazuje skalę problemu. Ponad pół metra śniegu i prośba o wsparcie

Najmocniejszy obraz tej sytuacji daje przykład Słupska. W krótkim czasie spadło tam ponad pół metra śniegu, a miasto musiało poprosić o pomoc wojsko. Do działań włączono żołnierzy i ciężki sprzęt, bo przy takich ilościach zwykłe odśnieżanie potrafi przegrywać z pogodą.

To też dobrze pokazuje, że problem nie polega tylko na tym, czy pług przejedzie raz czy dwa. Jeśli sypie długo i do tego wieje, śnieg wraca na drogę jak bumerang. A kiedy mróz trzyma, robi się twardo, ślisko i niebezpiecznie – zwłaszcza na zakrętach, podjazdach i w miejscach, gdzie lód tworzy się szybciej niż da się to posypać.

Najtrudniej może być nocą i w niedzielę. Wiatr potrafi „zrobić” zamieć w kilka minut

Prognozy wskazują, że kulminacja ma przyjść w nocy z soboty na niedzielę i utrzymać się w niedzielę: kolejne opady śniegu, silniejszy wiatr, spadki temperatur i ryzyko szybkiego pogorszenia widoczności. To jest ten typ pogody, w którym jadąc „tylko kawałek” można wpaść w warunki, które zaskoczą nawet doświadczonego kierowcę.

W takich dniach najwięcej problemów rodzi się na styku drobiazgów: ktoś zablokuje wąską ulicę, bo nie może ruszyć na lodzie, autobus stanie na podjeździe, tir zakopie się na obwodnicy, a z tego robi się efekt domina. I wtedy służby zamiast „ogarniać miasto” zaczynają gasić kilka pożarów naraz.

Co można zrobić tu i teraz, żeby nie dokładać sobie stresu

Jeśli nie musisz – odpuść daleką trasę. A jeśli musisz jechać, to zrób to bez pośpiechu: pełny bak, ładowarka, coś ciepłego do picia, zapasowe rękawiczki, skrobaczka, mała łopatka. W mieście warto liczyć się z tym, że chodniki mogą być nieodśnieżone, a przejścia przy jezdniach – bardzo śliskie.

I najważniejsze: traktuj prognozy i komunikaty serio, bo ta pogoda nie wygląda na chwilową. Zima weszła mocno – i na razie nie ma zamiaru się cofnąć.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});