To nie jest ten typ zimy, który kończy się na „ładnym widoku za oknem”. W wielu regionach śnieg i wiatr zaczęły robić realny bałagan: zasypane ulice, śliskie chodniki, zawieje, a do tego mróz, który trzyma i nie odpuszcza. Służby ostrzegają, że pogoda może jeszcze przykręcić śrubę, dlatego pojawiły się zarówno komunikaty IMGW, jak i alerty RCB dla części kraju.
- Czytaj też: Chwilę po 16:00 Nawrocki wyszedł do mediów i się zaczęło. Tak potężnego ciosu się nie spodziewali
Skrócona gotowość WOT. To nie jest zwykłe „dmuchanie na zimne”
W sobotę pojawiła się informacja, że skrócono czas reakcji Wojsk Obrony Terytorialnej. W praktyce chodzi o to, by żołnierze mogli szybciej wesprzeć samorządy, jeśli sytuacja zacznie się komplikować – na przykład przy odśnieżaniu, udrażnianiu dojazdów albo pomocy tam, gdzie miasto czy gmina zwyczajnie nie wyrabia.
To ważny sygnał, bo takich decyzji nie podejmuje się „dla spokoju sumienia”. Jeżeli wojsko ma być gotowe szybciej niż zwykle, to znaczy, że ktoś w tle naprawdę liczy się z ciężkim scenariuszem na najbliższe godziny i dni.
Alerty RCB i ostrzeżenia IMGW. Północ i południe pod lupą
Rządowe alerty poszły do mieszkańców północnej i południowej Polski. Przekaz jest prosty: będzie ślisko, będzie ciężko na drogach, lepiej nie planować podróży na siłę i trzymać rękę na pulsie, bo warunki mogą się zmieniać z godziny na godzinę.
Z kolei ostrzeżenia meteorologiczne obejmują kilka rodzajów zagrożeń naraz: intensywny śnieg, zamiecie i zawieje oraz silny mróz. Najbardziej nerwowo wygląda pas północny i rejony górskie. To właśnie tam wiatr potrafi zrobić „drugie tyle” roboty co sam opad – nawiewa śnieg na jezdnię, buduje zaspy i zabiera widoczność, nawet jeśli w danej chwili nie sypie najmocniej.
Słupsk pokazuje skalę problemu. Ponad pół metra śniegu i prośba o wsparcie
Najmocniejszy obraz tej sytuacji daje przykład Słupska. W krótkim czasie spadło tam ponad pół metra śniegu, a miasto musiało poprosić o pomoc wojsko. Do działań włączono żołnierzy i ciężki sprzęt, bo przy takich ilościach zwykłe odśnieżanie potrafi przegrywać z pogodą.
To też dobrze pokazuje, że problem nie polega tylko na tym, czy pług przejedzie raz czy dwa. Jeśli sypie długo i do tego wieje, śnieg wraca na drogę jak bumerang. A kiedy mróz trzyma, robi się twardo, ślisko i niebezpiecznie – zwłaszcza na zakrętach, podjazdach i w miejscach, gdzie lód tworzy się szybciej niż da się to posypać.
Najtrudniej może być nocą i w niedzielę. Wiatr potrafi „zrobić” zamieć w kilka minut
Prognozy wskazują, że kulminacja ma przyjść w nocy z soboty na niedzielę i utrzymać się w niedzielę: kolejne opady śniegu, silniejszy wiatr, spadki temperatur i ryzyko szybkiego pogorszenia widoczności. To jest ten typ pogody, w którym jadąc „tylko kawałek” można wpaść w warunki, które zaskoczą nawet doświadczonego kierowcę.
W takich dniach najwięcej problemów rodzi się na styku drobiazgów: ktoś zablokuje wąską ulicę, bo nie może ruszyć na lodzie, autobus stanie na podjeździe, tir zakopie się na obwodnicy, a z tego robi się efekt domina. I wtedy służby zamiast „ogarniać miasto” zaczynają gasić kilka pożarów naraz.
Co można zrobić tu i teraz, żeby nie dokładać sobie stresu
Jeśli nie musisz – odpuść daleką trasę. A jeśli musisz jechać, to zrób to bez pośpiechu: pełny bak, ładowarka, coś ciepłego do picia, zapasowe rękawiczki, skrobaczka, mała łopatka. W mieście warto liczyć się z tym, że chodniki mogą być nieodśnieżone, a przejścia przy jezdniach – bardzo śliskie.
I najważniejsze: traktuj prognozy i komunikaty serio, bo ta pogoda nie wygląda na chwilową. Zima weszła mocno – i na razie nie ma zamiaru się cofnąć.
