Władimir Semirunnij jeszcze przed startem zimowych igrzysk we Włoszech był wymieniany jako jedna z najbardziej realnych polskich szans medalowych. Na papierze tych nazwisk nie było wiele, dlatego kibice szczególnie uważnie patrzyli na rywalizację panczenistów.
W swoim olimpijskim debiucie 23-latek wystartował na 10 000 metrów i – zgodnie z oczekiwaniami – skończyło się medalem. Zajął drugie miejsce.
Od Jekaterynburga do Biało-Czerwonych. Krótka droga, mocne wyniki
Semirunnij urodził się w Jekaterynburgu, a od 2024 roku reprezentuje Polskę. W tekście podkreślono, że już w krótkim okresie startów pod polską flagą miał zdobyć m.in. złoto mistrzostw Europy i srebro mistrzostw świata, co budowało oczekiwania przed igrzyskami.
Była też nadzieja na start na dwóch długich dystansach – 5000 i 10 000 metrów. Ostatecznie wystąpił tylko na tym dłuższym, ale wykorzystał szansę w najlepszy możliwy sposób.
Nagroda za srebro. Gotówka, tokeny i dodatki rzeczowe
Srebrny medal ma przełożyć się na bardzo konkretne pieniądze. Według opisu:
-
Semirunnij ma otrzymać łącznie 400 tys. zł w gotówce oraz 200 tys. w tokenach od Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Ministerstwa Sportu i Turystyki.
-
Do tego dochodzą nagrody rzeczowe: obraz, voucher na wakacje oraz biżuteria o wartości do 2000 zł.
Premia z ministerstwa w dwóch częściach i „miesięczne” raty
W materiale podano też szczegóły dotyczące premii z Ministerstwa Sportu i Turystyki:
-
Łączna kwota ma wynieść 448 495,92 zł.
-
Jednorazowo ma trafić na konto 78 241,68 zł, a reszta ma być wypłacana przez dwa lata.
-
Wskazano też kwotę rat: 15 427,26 zł miesięcznie.
Na końcu padła jeszcze informacja, że zawodnik ma zapewnić sobie również tzw. emeryturę olimpijską po ukończeniu 40. roku życia.
