To jedna z tych wiadomości, które zatrzymują na chwilę nawet ludzi, którzy na co dzień żyją wynikami i terminarzem turniejów. Najpierw krótki wpis. Potem lawina reakcji. A na końcu cisza, która zostaje w środowisku na długo. We wtorek, 6 stycznia 2026 roku, przekazano informację o śmierci Damiana Kusta – młodego dziennikarza sportowego związanego z tenisem. Miał 26 lat.
Tragiczna wiadomość przyszła od rodziców
Najbardziej poruszające jest to, że komunikat nie wyszedł od redakcji ani instytucji. Pojawił się na profilu Damiana, podpisany przez jego najbliższych.
„We are the parents of Damian. Today our best son passed away. Thank you all for your support.”
Ten krótki tekst wystarczył, żeby internet dosłownie zamarł. Ludzie zaczęli pisać, że nie mogą uwierzyć, bo jeszcze niedawno czytali jego analizy, widzieli go na turniejach, słuchali komentarzy o meczach, które dla wielu były niszowe, a dla niego były całym światem.
Kim był Damian Kust i dlaczego tak wielu go kojarzyło
Dla części kibiców w Polsce to było nazwisko znane od dawna. Kust specjalizował się w relacjach tenisowych, a szczególnie w tym, co często ucieka dużym mediom: Challenger Tour, młodzi zawodnicy, historie z drugiego planu. Miał opinię człowieka, który potrafi „wyciągnąć” zawodnika z rankingu, o którym nikt jeszcze nie mówi, i wytłumaczyć, dlaczego warto go obserwować.
Był związany z projektem „Tenis by Dawid”, współtworzył treści, pojawiał się w materiałach i w sieci. Wspominano też, że pisał i mówił po angielsku na tyle swobodnie, że jego komentarze żyły również poza Polską.
Choroba, która przyszła nagle i nie odpuściła
W relacjach pojawia się jedno zdanie, które wraca jak echo: że Damian walczył z chorobą od kilku miesięcy. Kilka tygodni wcześniej sam informował o poważnych problemach zdrowotnych i o tym, że lekarze podejrzewają rzadką chorobę autoimmunologiczną.
Z przekazywanych informacji wynika, że jego stan wymagał bardzo poważnego leczenia i kolejnych zabiegów. Wspominano m.in. o operacji żołądka oraz przeszczepach wątroby. To wszystko składa się na obraz walki, która trwała długo, była brutalna i – jak dziś wiemy – okazała się nierówna.
„Zmarł nasz przyjaciel”. Pożegnanie, które boli najbardziej
Wśród pożegnań szczególnie mocno wybrzmiały słowa osób, które znały go osobiście. Nie tylko jako „konto w social mediach” czy podpis pod tekstem, ale jako człowieka.
„Zmarł nasz przyjaciel, redaktor Damian Kust.”
Takie zdania są najtrudniejsze, bo są proste. Bez patosu. Bez zbędnych ozdobników. Właśnie przez to uderzają najmocniej.
Tenisowy świat naprawdę to odczuł
Po śmierci Kusta zaczęły pojawiać się wspomnienia dziennikarzy, komentatorów i kibiców. Wiele osób pisało, że miał rzadką cechę: potrafił łączyć pasję z wiedzą, ale nie zamykał się w „eksperckim” tonie. Był rozmowny, życzliwy, cierpliwy. I właśnie to przewija się w pożegnaniach najczęściej.
Zwracano też uwagę na jego pamięć do nazwisk i wyników. Padały komentarze, że znał tenis „od podszewki” i że rozmowy z nim były jak szybki kurs po całym rankingu.
W tej historii najbardziej poraża jedno
To, jak bardzo „nie pasuje” do wyobrażeń o świecie sportu i mediów. Młody wiek, plany, tempo życia, wyjazdy, kolejne turnieje – a obok tego choroba, która nagle zabiera wszystko. Bez negocjacji.
Dla wielu osób to będzie też moment, w którym inaczej spojrzą na tych, którzy stoją z boku wielkich imprez: dziennikarzy, redaktorów, pasjonatów. Ludzi, którzy robią robotę po cichu, a dopiero gdy ich zabraknie, wszyscy widzą, ile wnosili.
