Najpierw usłyszeli kilka głośnych huków. Niektórzy sądzili, że ktoś odpala petardy. Kilka chwil później zobaczyli uciekających ludzi i samochód, z którego padały strzały. Świadkowie sobotniej strzelaniny na Rynku Głównym w Krakowie opowiedzieli o pierwszych minutach ataku. Konrad schronił się w pobliskim komisariacie, gdzie na podłodze ukrywali się już przerażeni turyści. Filip Włodarz obserwował napastnika z wnętrza jednego z lokali. Inni mieszkańcy i przechodnie próbowali ratować rannych. Najnowszy bilans tragedii to sześć ofiar śmiertelnych i 15 osób poszkodowanych.
- Zobacz też: Tragiczne doniesienia z Krakowa. Wzrosła liczba ofiar. Marcin Kierwiński przekazał nowe informacje
- Przeczytaj także: „Sprawca był przygotowany”. Eksperci rzucają nowe światło na tragiczną strzelaninę z Krakowa
Najpierw usłyszał strzały, potem zobaczył samochód. Konrad opisał panikę na rynku
Sobotnie popołudnie, 7 listopada, w centrum Krakowa przebiegało jak zwykle. Rynek Główny odwiedzali mieszkańcy i turyści, a w pobliskich restauracjach i kawiarniach przebywali goście.
Około godziny 15 spokój przerwały odgłosy przypominające wybuchy.
Konrad, jeden ze świadków, znajdował się wówczas w rejonie ulicy Sławkowskiej, niedaleko komisariatu policji.
W rozmowie z Interią przyznał, że początkowo nie wiedział, co słyszy.
„Na początku myślałem, że to jest petarda” – relacjonował.
Zwrócił jednak uwagę na charakter dobiegających odgłosów. Wybuchy następowały jeden po drugim, były wyraźne i regularne.
Mężczyzna odwrócił się w kierunku rynku.
Zobaczył ludzi uciekających w różnych kierunkach oraz czarny samochód przejeżdżający w pobliżu dorożek.
Według jego relacji zwierzę zaprzężone do jednej z nich gwałtownie zareagowało na zamieszanie.
Wówczas Konrad dostrzegł także, skąd padają strzały.
„Zobaczyłem jak z okna kierowcy padają strzały i idzie dym” – powiedział Interii.
Wokół niego ludzie próbowali jak najszybciej opuścić niebezpieczne miejsce.
Niektórzy przewracali się podczas ucieczki.
Mężczyzna zdecydował się szukać schronienia w najbliższym komisariacie.
Po wejściu do środka zobaczył grupę osób ukrywających się na podłodze.
Jak opowiadał, wśród nich znajdowali się przede wszystkim zagraniczni turyści.
Konrad przekazał następnie obecnym w budynku strażnikom miejskim informację o strzelaninie.
Według jego relacji funkcjonariusze po krótkiej chwili wyszli na zewnątrz i odjechali radiowozem.
Mężczyzna pozostał w komisariacie do momentu, kiedy nie widział już samochodu napastnika.
Po opuszczeniu budynku zauważył ratowników udzielających pomocy kobiecie w pobliżu jednego ze sklepów.
Świadek mówił o prowadzonej reanimacji, ale nie miał pewności co do jej wyniku.
Jego relacja pokazuje, jak szybko osoby przebywające na rynku musiały podejmować decyzje o znalezieniu schronienia.
Filip Włodarz schronił się w barze. Widział, jak napastnik strzelał do przechodniów
O tym, co wydarzyło się na Rynku Głównym, opowiedział również Filip Włodarz.
Mężczyzna przebywał w centrum Krakowa razem z kolegą. Znajdowali się niedaleko jednego z barów, kiedy usłyszeli pierwsze odgłosy wystrzałów.
Podobnie jak Konrad, początkowo nie zorientował się, że ktoś używa broni palnej.
Przypuszczał, że hałas wywołały fajerwerki.
Sytuacja zmieniła się, gdy ludzie zaczęli gwałtownie uciekać.
Włodarz i jego kolega weszli do pobliskiego baru, próbując oddalić się od źródła zagrożenia.
Jak relacjonował na antenie Polsat News, strzały nie ustały.
Po kilku sekundach usłyszał kolejne wybuchy, a następnie zauważył samochód przemieszczający się po rynku.
Pojazd przejechał w pobliżu lokalu i na chwilę się zatrzymał.
Włodarz obserwował przez okno, jak kierowca oddaje strzały w kierunku osób znajdujących się na placu.
Wówczas obaj mężczyźni zdecydowali się opuścić miejsce, w którym przebywali.
Świadek opisał również wygląd napastnika.
Według jego relacji mężczyzna był ubrany w ciemną odzież, a jego twarz pozostawała zasłonięta.
Włodarz nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, czy sprawca miał na głowie hełm, czy maskę.
To szczegół, który pojawiał się także w innych opisach wydarzenia.
Policja przekazała później, że napastnik miał na sobie ubiór przypominający wojskowy mundur i był uzbrojony w broń długą.
Świadek nie wiedział, kim był kierowca ani dlaczego otworzył ogień.
Z jego relacji wynika natomiast, że strzały nie były skierowane w jedno konkretne miejsce.
Napastnik przemieszczał się pojazdem, a osoby przebywające na rynku szukały schronienia wszędzie, gdzie było to możliwe.
Podobny przebieg wydarzeń opisywali inni rozmówcy mediów.
Pracownica jednego z lokali w rozmowie z Wirtualną Polską wspominała, że po usłyszeniu strzałów i zobaczeniu przejeżdżającego samochodu jej przełożona natychmiast poleciła wszystkim się ukryć.
Goście restauracji i kawiarni chowali się za ladami, pod stolikami oraz w pomieszczeniach oddalonych od ulicy.
Niektóre lokale zostały zamknięte, a osoby znajdujące się w środku przez dłuższy czas czekały na możliwość bezpiecznego wyjścia.
Ludzie próbowali ratować rannych. Policja potwierdziła sześć ofiar śmiertelnych
W kolejnych relacjach pojawiają się również opisy pomocy udzielanej osobom poszkodowanym.
Jeden ze świadków, z którym rozmawiał Onet, obserwował sytuację w pobliżu skrzyżowania ulic Dietla i Krakowskiej.
Według jego relacji po ustaniu strzałów przechodnie podchodzili do osób leżących na jezdni i próbowali zatamować krwawienie.
Część świadków zdejmowała własne ubrania, wykorzystując je do udzielania pierwszej pomocy rannym.
Inni informowali służby o lokalizacji poszkodowanych.
Relacje te pochodzą od osób obecnych na miejscu i nie stanowią pełnej rekonstrukcji kolejności działań ratunkowych.
Na Rynku Głównym i w jego okolicach pojawiły się karetki, wozy strażackie oraz liczne patrole policji.
W centrum Krakowa wylądował także śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Po południu małopolska policja poinformowała o pięciu ofiarach śmiertelnych. Później potwierdzono śmierć kolejnej osoby.
Aktualny bilans wynosi sześć zabitych oraz 15 rannych.
Wśród zmarłych są cztery kobiety i dwóch mężczyzn.
W strzelaninie ucierpiało również dwóch policjantów.
Jeden z funkcjonariuszy odniósł trzy rany postrzałowe, a jego stan minister Marcin Kierwiński określił jako bardzo ciężki.
Sam napastnik został postrzelony przez policjantów i zatrzymany w rejonie ulic Dietla i Stradomskiej.
Trafił do szpitala pod nadzorem służb.
Małopolska policja zaprzeczyła doniesieniom o drugim sprawcy. Według jej komunikatu jedyny znany napastnik znajduje się już w rękach funkcjonariuszy.
Nie ujawniono dotychczas motywu jego działania.
Śledczy nadal zabezpieczają dowody i ustalają dokładny przebieg wydarzeń.
Na Rynku Głównym oraz w innych miejscach objętych działaniami policji obowiązują ograniczenia związane z prowadzonymi czynnościami.
Władze Krakowa powołały sztab kryzysowy.
Prezydent miasta Łukasz Gibała ogłosił także żałobę, która ma potrwać do 11 listopada.
Sobotnia tragedia pozostawiła po sobie wiele pytań dotyczących przygotowania napastnika, jego motywów oraz sposobu, w jaki dostał się samochodem na teren rynku.
Relacje świadków pozwalają natomiast odtworzyć pierwsze minuty ataku z perspektywy ludzi, którzy znaleźli się bezpośrednio w jego zasięgu.
Jedni usłyszeli strzały i rzucili się do ucieczki. Inni obserwowali przejeżdżający samochód zza okien lokali. Jeszcze inni, kiedy zagrożenie minęło, próbowali pomóc rannym.
Wspólnym elementem tych relacji jest zaskoczenie. Zanim świadkowie rozpoznali odgłosy broni palnej, na rynku rozpoczęła się już paniczna ucieczka.
