Najpierw są tylko słowa i obrazy, które ktoś opisuje jak pewnik. Potem robi się nerwowo, bo w Polsce temat pogody potrafi zapalić ludzi szybciej niż polityka. Krzysztof Jackowski z Człuchowa wrócił z kolejną wizją nadchodzących miesięcy. Tym razem maluje scenariusz, w którym nie ma miejsca na spokojną wiosnę, a kraj ma zostać przetestowany przez ekstremalne zjawiska.
- Czytaj też: Seniorzy zacierają ręce. Rząd właśnie podjął decyzję. Chodzi o waloryzację emerytur w 2026 r.
Kim jest Krzysztof Jackowski i skąd bierze się jego popularność
Krzysztof Jackowski to jedna z tych postaci, które od lat działają jak magnes na uwagę. W przestrzeni publicznej funkcjonuje jako najbardziej rozpoznawalny w Polsce jasnowidz. Regularnie pojawia się w mediach i komentuje przyszłość – od tematów społecznych po globalne napięcia.
W samym opisie jego działalności pojawia się ważna rzecz: Jackowski podkreśla, że jego wizje nie są wynikiem analiz, modeli czy danych. To mają być subiektywne wrażenia i intuicje. Jedni widzą w tym „trafność”, inni podkreślają, że takie przepowiednie bywają ogólnikowe i podatne na interpretacje.
Jackowski dla „Świata Gwiazd”. W tle nie tylko pogoda, ale też niepokój o świat do 2028 roku
W rozmowie, na którą powołuje się materiał, Jackowski mówi szerzej o latach 2024-2028. Według niego to okres „największego zagrożenia”, związany z globalnymi przetasowaniami, napięciami i ryzykiem konfliktów.
W jego wypowiedzi pada mocny fragment:
„Stoimy przed bardzo poważnymi zmianami na świecie. I ja się obawiam, że będzie coś gorszego, że najgorszy czas jest do 2028 roku i właśnie ten okres od 2024 do 2028 to czterolecie, ono jest największym zagrożeniem wybuchu jakichś lokalnych poważnych wojen lub wojny wręcz globalnej”.
W tej narracji przewijają się też hasła o zmianach układu sił, BRICS, Chinach i walutach cyfrowych. To ma być tło dla poczucia, że stabilność może się nagle skończyć.
„To nie koniec mrozów”. Jackowski mówi o śnieżycy, która ma odciąć miejscowości od świata
Największe emocje budzi jednak wątek pogody. Jackowski twierdzi, że zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. W jego wizji pojawia się ogromna śnieżyca w jednym z regionów, a skala opadów ma doprowadzić do paraliżu.
„To nie koniec mrozów. Do tego jeszcze, jak się skupiam na pogodzie, widzę ogromną śnieżycę w jednym z regionów. Śniegu napada tyle, że do niektórych miejscowości nie będzie można dojechać”.
W jego opisie to nie ma być chwilowa fala zimna, tylko sytuacja, która potrafi trwać dłużej i uderzyć szczególnie w mniejsze miejscowości.
Kapryśna wiosna i gwałtowne zwroty. „Będzie tak ciepło, że otworzymy okna”
W kolejnej części Jackowski przechodzi do wiosny. Według niego nie będzie ona równa ani przewidywalna. Najpierw ma przyjść ciepło, które uśpi czujność, a potem nagły powrót zimna.
„Wiosna będzie kapryśna. To mi przychodzi do głowy. Będzie tak ciepło, że będziemy otwierać okna, po czym nagle nadejdą przymrozki”.
W tej wizji „przedwiośnie” nie ma być czasem ulgi, tylko przeciągającym się okresem nerwowych zmian.
Lato też bez stabilności. Upały, deszcze, a potem susza
Jackowski idzie dalej i mówi o miesiącach, które zwykle kojarzą się z oddechem. Tu ma być odwrotnie. Maj i czerwiec – według niego – mają być „kapryśne”, z przeplataniem opadów i upałów. Później ma przyjść druga połowa lata bez deszczu, co wprost wiąże z problemami dla rolnictwa i plonów.
„Maj i czerwiec kapryśny. Raz pada, po czym pojawiają się upały. Druga połowa lata sucha, bez opadów. Za to wrzesień piękny”.
Jackowski wskazuje moment poprawy. W materiale pada jeden wyraźny sygnał
W tym wszystkim pojawia się też element, który brzmi jak punkt odniesienia. Jackowski mówi, że wrzesień ma być piękny, a dopiero jesień ma przynieść ulgę i bardziej stabilny oddech po miesiącach skrajności.
To właśnie ten moment jest w materiale pokazany jako przełom – nie konkretna data dzienna, tylko czas: wrzesień i jesień jako okres uspokojenia po pogodowym chaosie.
