Wystarczy kilka plotek o „dodatkowych pieniądzach”, żeby telefony i komentarze rozgrzały się do czerwoności. Emeryci i renciści pytają, czy będzie jeszcze jedna podwyżka świadczeń w tym roku. Politycy ważą słowa, ekonomiści ważą koszty. A w tle zostaje to, co zawsze – codzienne rachunki, leki i ceny, które potrafią zaskoczyć z miesiąca na miesiąc.
- Zobacz także: Skandla po spotkaniu Nawrockiego z szefami służb. Prezydent zrobił to na oczach wszystkich, nie mógł się powstrzymać
Dlaczego emeryci i renciści w ogóle pytają o drugą waloryzację
Waloryzacja działa w Polsce automatycznie i odbywa się co roku, zwykle w marcu. Mechanizm ma podnosić świadczenia według wskaźników, które uwzględniają inflację i wzrost płac. W tekście podkreślono, że w 2026 roku waloryzacja ma być zgodna z przepisami, a ostatnie prognozy mówią o wskaźniku przekraczającym pięć procent. Jednocześnie zaznaczono, że ostateczną liczbę poznamy dopiero w lutym, gdy pojawią się dane GUS.
Tyle że część seniorów pyta o coś jeszcze – drugą waloryzację w tym samym roku. To miałby być „bezpiecznik”, który uruchamiałby dodatkowe podniesienie świadczeń, jeśli inflacja w pierwszych miesiącach roku przekroczyłaby określony próg.
Druga waloryzacja jako „bezpiecznik”. Projekt miał być gotowy, ale został odłożony
W tekście wskazano, że obietnica drugiej waloryzacji pojawiała się w czasie kampanii i była wpisana do programu części ugrupowań. Opisano też, że projekt ustawy przewidujący taki mechanizm został przygotowany i trafił do rządowych akt, ale zamiast wejść w życie, został odłożony.
Podany powód jest prosty: inflacja spada, a prognozy na ten rok zakładają poziom około trzech procent, czyli niższy niż próg potrzebny do uruchomienia dodatkowej podwyżki.
Koszty liczone w miliardach i poczucie, że podwyżki nie nadążają za życiem
Seniorzy patrzą na to z mieszanką nadziei i obaw. W tekście pojawia się wątek budżetu państwa i ograniczonych środków. Druga waloryzacja to miliardy złotych, których nie uwzględniono w planach na 2026 rok.
Z drugiej strony wybrzmiewa bardzo ludzki argument: nawet procentowe podwyżki nie zawsze nadążają za realnym wzrostem kosztów życia. Dlatego temat wraca, bo dla wielu osób chodzi nie tylko o liczby, ale też o poczucie, że ktoś widzi ich codzienne wydatki.
Eksperci o możliwych scenariuszach. Co mogłoby uruchomić zmianę
W debacie, jak opisano, są dwa podejścia. Jedni mówią, że taki mechanizm byłby zabezpieczeniem na wypadek, gdyby inflacja znów przyspieszyła w pierwszej połowie roku. Wtedy druga waloryzacja mogłaby działać automatycznie, niezależnie od tej marcowej.
Jednocześnie zaznaczono, że rząd uznał, iż przy względnie niskiej inflacji dodatkowa waloryzacja nie jest potrzebna. Projekt, choć przygotowany, nie został przyjęty, a budżet na 2026 rok nie zakłada środków na taki ruch.
W tekście przywołano też opinię dr Tomasza Lasockiego z Politechniki Warszawskiej. Według niego dodatkowa waloryzacja mogłaby rozładować „pik” przechodzenia na emeryturę na początku roku, który obserwuje ZUS. Wprowadzenie takiego rozwiązania mogłoby też zachęcić część osób do dłuższej pracy i opóźnienia momentu przejścia na świadczenie, co miałoby pozytywny wpływ na rynek pracy.
Co to oznacza dziś. Na razie tylko marcowa waloryzacja, a dyskusja nie zniknie
Na ten moment seniorzy mogą liczyć na coroczną waloryzację, która w 2026 roku ma podnieść emerytury i renty zgodnie z danymi o inflacji i wzroście płac z poprzedniego roku.
Brak decyzji o drugiej waloryzacji nie zamyka tematu. W tekście podkreślono, że dyskusja będzie wracać, szczególnie jeśli w kolejnych miesiącach ceny znów przyspieszą. I dopóki nie pojawią się konkretne zapisy w budżecie oraz większość sejmowa gotowa to przegłosować, druga waloryzacja pozostaje propozycją, a nie obowiązującą praktyką.
