Pasażerowie byli już zapięci, część przeglądała telefon, ktoś poprawiał poduszkę pod kark. Zwykły moment tuż przed startem, kiedy w kabinie robi się cicho, a człowiek myśli już o tym, co będzie na miejscu. I właśnie wtedy rozległy się dźwięki, które nie pasowały do żadnej lotniskowej rutyny: krzyki i uderzenia, jakby ktoś w panice walił w metal.
- Czytaj też: Szczepkowska nagle wypaliła do Nawrockiego. Tak ostre słowa jeszcze nie padły. Nie zostawią tego bez echa
W samolocie zrobiło się nerwowo. Stewardessy zaczęły krążyć po kabinie. Ktoś w ostatnich rzędach wstał, próbując dosłyszeć, skąd to idzie. A maszyna – zamiast ruszyć do startu – nagle stanęła.
Hałas „z wnętrza maszyny” i nerwowe spojrzenia w stronę ogona
Do zdarzenia doszło w połowie grudnia na lotnisku Pearson w Toronto, przy locie do Moncton. Pasażerowie relacjonowali, że kiedy samolot zaczął kołować, z okolic tylnej części kabiny słychać było wołanie o pomoc i odgłosy uderzeń.
- Zobacz również: Tragiczny finał pożaru domu. W zgliszczach znaleziono ciało chłopca. Strażacy zamarli…
W takich chwilach człowiek automatycznie zaczyna układać w głowie najczarniejsze scenariusze: awaria, zwarcie, pożar, ktoś w panice. Zanim jednak ktokolwiek zdążył coś „dopowiedzieć”, załoga zaczęła działać.
Załoga reaguje, a wokół samolotu robi się ruch
Według relacji podróżnych stewardessy biegały w tę i z powrotem, próbując ustalić, co się dzieje. Po chwili dało się zauważyć ruch także na zewnątrz – pod samolotem pojawili się pracownicy obsługi naziemnej.
Maszynę zatrzymano. Zamiast standardowego komunikatu o starcie pojawiła się krótka informacja, że sytuacja jest wyjaśniana i trzeba chwilę poczekać. W kabinie zaczęły padać szeptem pytania: „czy to bezpieczne?”, „czy ktoś jest ranny?”, „co oni tam robią?”.
Prawda była w luku bagażowym. Tam utknął pracownik obsługi
Chwilę później wyszło na jaw, że źródłem krzyków nie był pasażer ani usterka. W luku bagażowym znajdował się pracownik obsługi naziemnej, który został tam przypadkowo zamknięty. Kiedy samolot ruszył, mężczyzna zaczął wołać o pomoc i uderzać w elementy konstrukcji, żeby dać o sobie znać.
Został szybko uwolniony, a według przekazanych informacji – nie odniósł obrażeń.
To właśnie ten moment wywrócił całą sytuację do góry nogami. Bo nawet jeśli wszystko skończyło się szczęśliwie, trudno przejść obojętnie obok pytania: jak to możliwe, że przy tak ścisłych procedurach ktoś mógł zostać zamknięty w ładowni?
„Dobra wiadomość jest taka, że ta osoba jest bezpieczna”
Pilot, zwracając się do pasażerów, miał skomentować sprawę krótko i bardzo po ludzku – bez patosu, za to z wyraźnym niedowierzaniem.
„Nigdy nie widziałem czegoś takiego. To pierwszy raz i mam nadzieję, że ostatni. Dobra wiadomość jest taka, że ta osoba czuje się doskonale i jest bezpieczna” – przekazał.
Ostatecznie lot został odwołany, a pasażerowie musieli pogodzić się z tym, że tego dnia nigdzie nie polecą zgodnie z planem.
Jak mogło do tego dojść? Linie mówią o przypadkowo zamkniętych drzwiach
Z przekazanych informacji wynika, że drzwi do strefy ładunkowej mogły zostać zamknięte przypadkowo, a nikt nie zorientował się, że wewnątrz jest jeszcze pracownik. Linie lotnicze miały potraktować zdarzenie jako potencjalne zagrożenie i zapowiedzieć usprawnienia procedur obsługi naziemnej.
I tu pojawia się naturalne pytanie, które zwykle interesuje pasażerów najbardziej – nie tylko w Kanadzie.
Co w takiej sytuacji z pasażerami? I co warto zrobić, gdy lot zostaje odwołany
Kiedy rejs jest odwołany „na ostatniej prostej”, ludzie myślą o dwóch sprawach naraz: czy było bezpiecznie i co dalej z ich podróżą. Jeśli trafiło ci się coś podobnego – niezależnie od kraju – zwykle warto od razu zadbać o trzy rzeczy: zachować kartę pokładową lub potwierdzenie rezerwacji, zrobić zdjęcie tablicy z komunikatem o odwołaniu i poprosić obsługę o informację, jakie są dostępne opcje przebookowania.
To brzmi banalnie, ale w praktyce właśnie te drobiazgi później porządkują chaos – zwłaszcza gdy ktoś ma przesiadkę, hotel albo podróż służbową.
Takie historie wracają co jakiś czas. I zawsze wywołują to samo uczucie
Incydent z Toronto nie był katastrofą, ale pokazuje coś, o czym rzadko myślimy, kiedy wsiadamy do samolotu: lotnictwo to system, w którym wszystko musi zgrać się co do minuty, a mimo to czasem wystarczy jeden błąd, jedno niedopatrzenie, jeden źle domknięty element.
W ostatnich latach co jakiś czas pojawiają się doniesienia o nietypowych zdarzeniach na lotniskach – od problemów z obsługą naziemną, przez pomyłki proceduralne, po sytuacje, które kończą się nagłym przerwaniem startu. I prawie zawsze mechanizm jest podobny: emocje pasażerów, szybka reakcja załogi, a potem długa lista pytań, jak do tego doszło i co zmienić, żeby nie powtórzyło się drugi raz.
