To jedna z tych wiadomości, które na chwilę zatrzymują człowieka w miejscu. Na moment przestaje się liczyć cały pęd dnia – ktoś, kto przez lata był obecny w domach widzów na całym świecie, nagle znika. Tony Germano, aktor filmowy, teatralny i dubbingowy, zmarł w wieku 55 lat. Informacja o jego śmierci poruszyła nie tylko ludzi z branży, ale też fanów, którzy wychowali się na produkcjach z jego głosem.
Człowiek, który uwielbiał swoją pracę
Germano miał w sobie coś, co od razu przyciągało ludzi — tak mówili o nim współpracownicy. Nigdy nie udawał kogoś, kim nie był. Na scenie i przed mikrofonem dawał z siebie wszystko, ale prywatnie był spokojny, ciepły i bardzo rodzinny, nawet jeśli formalnie mieszkał sam.
Trzy dekady pracy to dużo jak na aktora, który nigdy nie pchał się na czerwone dywany. „Skrzypek na dachu”, Phantom Summer, Necropolis Symphony — role, które dawały mu frajdę, ale to dubbing sprawiał, że ludzie zapamiętywali go na lata.
Widzowie Nickelodeona znali jego głos z „Nicky, Ricky, Dicky & Dawn”, najmłodsi kojarzyli go z Netfliksa z „Go, Dog, Go!”. To on nadawał tym postaciom energię, humor i charakter.
Reżyser Matheus Marchetti napisał po jego śmierci kilka prostych słów, które mówią więcej niż długie nekrologi:
„Miałem ogromne szczęście pracować z kimś tak utalentowanym, ale przede wszystkim tak dobrym.”
I właśnie tak go zapamiętano — jako człowieka dobrego.
Tragiczny wypadek na dachu rodzinnego domu
W środę, 26 listopada, Tony Germano był w Sao Paulo. Od jakiegoś czasu mieszkał w starym domu swoich rodziców. Nie po to, by zamknąć się przed światem, ale by odświeżyć miejsce, które kojarzyło mu się z dzieciństwem. Remontował je powoli, po swojemu.
Tego dnia wyszedł na dach, żeby sprawdzić postępy prac. Chwila nieuwagi, może śliski fragment, może po prostu niefortunny ruch — nikt do końca nie wie. Wiadomo jedno: stracił równowagę i spadł. Obrażenia były tak poważne, że nie udało się go uratować.
Agent aktora potwierdził tragiczne doniesienia:
„Z głębokim smutkiem informujemy o śmierci Tony’ego Germano.”
W branży zapanowała cisza, taka, która zapada tylko wtedy, gdy odchodzi ktoś naprawdę lubiany.
Pożegnanie, które przyszło za szybko
Pogrzeb odbył się dzień później, 27 listopada, na cmentarzu Bosque da Paz. Skromnie, bez wielkich kamer i fleszy. Germano nie miał dzieci, żył samotnie, ale nie brakowało osób, które chciały go pożegnać.
Mówi się, że człowiek żyje tak długo, jak długo brzmi jego głos. W przypadku Tony’ego to zdanie nabiera dosłownego znaczenia — jego role, dubbingi, drobne epizody i duże projekty zostaną na zawsze zapisane w bibliotekach, które będą oglądały kolejne pokolenia.
Odszedł ktoś, kto nie musiał być gwiazdą, żeby być ważnym.
