W „Familiadzie” zwykle jest lekko – kilka żartów, szybkie odpowiedzi, śmiech na widowni. Tym razem jednak po emisji odcinka w sieci zrobiło się gorąco. Poszło o jedną decyzję Karola Strasburgera w finale i o to, czy mogła wpłynąć na wynik.
Wciąż wrze po kontrowersyjnym odcinku „Familiady”
Zamieszanie dotyczy 3102. odcinka teleturnieju, w którym zagrały drużyny „Rada rodziców” i „Znajomi z pracy”. W finale prowadzący zmienił kolejność zadawania pytań, co wywołało falę komentarzy.
Część widzów zaczęła przekonywać, że taki ruch mógł przełożyć się na przebieg rundy i w konsekwencji na rezultat. Atmosfera zrobiła się na tyle napięta, że TVP wydało oświadczenie, w którym wyjaśniono, że działanie Strasburgera było zgodne z zasadami programu.
Karol Strasburger przerwał milczenie po krytyce. Mocne słowa w wywiadzie
Prowadzący odniósł się do sprawy w wywiadzie dla „Faktu”. Nie ukrywał, że komentarze widzów go poruszyły. Podkreślił, że jego zachowanie było nie tylko regulaminowe, ale miało też – w jego ocenie – pomóc uczestnikom lepiej wykorzystać czas w finałowej rundzie.
Jest mi ciężko komentować tego typu rzeczy, bo ja to traktuję jako […] działania ludzi, którzy nie bardzo mają nic innego do roboty, tylko chcą się do czegoś przyczepić. […] Wszystko jest związane wyłącznie z interesem grającego, żeby mógł odpowiedzieć. Jeżeli zacznę od pierwszego pytania, które jest zawsze dużo dłuższe, to i tak nie zdąży. Dlatego daję mu szansę, żeby odpowiedział na cokolwiek
W jego wypowiedzi wybrzmiało jedno: jeśli ktoś chce szukać sensacji, to i tak ją znajdzie – nawet wtedy, gdy prowadzący działa według logiki programu.
Ktoś może się przyczepić do tego, że chodzę w letnich butach zimą i zapytać, dlaczego tak chodzę. No bo lubię. I już mamy dla kogoś problem
Dlaczego zmienił kolejność pytań w finale? Strasburger tłumaczy zasady rundy
Karol Strasburger doprecyzował też, jak – według niego – działa finałowa rozgrywka i czemu wraca do pytania krótszego. Chodzi o to, by uczestnik miał realną szansę odpowiedzieć na cokolwiek w końcówce, gdy liczą się sekundy.
Jeżeli wracam do drugiego pytania, które jest krótsze, to chcę mu [uczestnikowi] po prostu dać szansę, żeby odpowiedział na cokolwiek. Pierwsze pytanie zawsze regulaminowo jest dłuższe, a zegar rusza w momencie, kiedy je przeczytam, więc ono czasu nie zabiera. Ale kiedy wracamy do pytania, na które ktoś nie odpowiedział, trzeba dać mu szansę
Z jego perspektywy to było pójście uczestnikom na rękę, nie ingerencja w wynik. Na koniec przyznał, że nie rozumie skali emocji, ale też nie zamierza się tym zadręczać – bo jeśli ktoś chce się „przyczepić”, to i tak to zrobi.
