W piątkowy poranek Pałac Prezydencki postanowił przeciąć narastającą medialną burzę wokół decyzji ambasadora USA w Polsce Thomasa Rose’a. Z przekazu wynika jedno – emocje mogą być głośne, ale w ocenie prezydenckich urzędników nie powinny przesłaniać tego, co w relacjach z Waszyngtonem najważniejsze.
Pałac prezydencki uspokaja. Incydent ma nie rzutować na relacje z USA
Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej, w rozmowie z Radiem Wnet starał się zdystansować Pałac od politycznej awantury po tym, jak ambasador Thomas Rose zerwał kontakty z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym. Przydacz ocenił, że dyskusja w mediach „przybrała nieproporcjonalne rozmiary” i nie powinna dominować w relacjach Warszawy z Waszyngtonem.
Padły też słowa, które szybko stały się osią komentarzy.
„Wątpię, aby sprawa pana Czarzastego była kluczowa dla strategicznych relacji polsko-amerykańskich. To kwestia drugorzędna, jeśli nie sześciorzędna” – stwierdził Przydacz.
Z jego wypowiedzi wynika, że Pałac sytuację monitoruje, ale nie zakłada, by incydent miał realnie zmienić kurs współpracy z administracją USA. W tym ujęciu to raczej politycy i media nadali sprawie ciężar większy, niż wynika z priorytetów dyplomatycznych.
Przydacz uderza w Czarzastego. Padają ostre słowa o „eskalacji”
Uspokajanie emocji nie oznaczało jednak miękkiego tonu. Przydacz ostro skrytykował Włodzimierza Czarzastego, nazywając go „postkomunistycznym aparatczykiem”. W tej samej wypowiedzi wskazywał, że sam pomysł pytania marszałka o poparcie dla kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla miał być – w jego ocenie – „absurdalny”.
Przydacz mówił o tym wprost, używając retorycznego pytania.
„No na Boga ojca, jakie to ma znaczenie?” – pytał.
W materiale pojawia się też wątek, który Pałac przywołał jako element krytyki Czarzastego – chodzi o informację, że marszałek nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa. W ocenie Pałacu ma to pokazywać lekceważące podejście do kwestii bezpieczeństwa i protokołu.
Bezpieczeństwo i gospodarka – to ma być sedno relacji z Waszyngtonem
W wypowiedzi Przydacza przewija się konsekwentnie jeden przekaz – oś polsko-amerykańskich relacji powinna przebiegać gdzie indziej niż w sporze o pojedynczy gest czy komunikat dyplomaty. Jako priorytety wskazał bezpieczeństwo i współpracę gospodarczą.
„Jeśli mamy dyskutować z Amerykanami, to najważniejsze są kwestie obronności i współpracy militarnej, a następnie sprawy gospodarcze” – oświadczył.
Pałac prezydencki w tym ujęciu wysyła sygnał stabilizacji – Polska ma pozostać przewidywalnym partnerem strategicznym niezależnie od kontrowersji wokół poszczególnych polityków i medialnych spięć.
