Dopiero co Nawrocki zwołał RBN, a tu takie coś. Jest pilna reakcja Kancelarii Prezydenta. Gruchnęły wieści o Czarzastym
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Napięcie między Pałacem Prezydenckim a parlamentem wchodzi na poziom, którego trudno już nie zauważyć. W tle jest bezpieczeństwo państwa, kontrola służb i pytanie, kto ma prawo stawiać polityczne tezy w sprawach kontrwywiadowczych. Zbliżające się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego ma być nie tylko spotkaniem o zagrożeniach, ale też sprawdzianem relacji między najważniejszymi ośrodkami władzy.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Spór o kompetencje i kontrolę kontrwywiadowczą

Iskrą okazał się punkt porządku obrad, w którym zapowiedziano omówienie „wschodnich kontaktów” marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Kancelaria Sejmu zareagowała natychmiast i twardo, podkreślając, że marszałek ma najwyższe poświadczenia bezpieczeństwa i podlega pełnej ochronie kontrwywiadowczej.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W komunikacie wybrzmiała też granica, której – według Sejmu – Rada nie powinna przekraczać. Kancelaria przypomniała, że RBN nie jest organem śledczym i nie zastępuje służb.

„Rada Bezpieczeństwa Narodowego ma charakter doradczy i polityczny”.

W tym samym tonie pojawił się argument, który ma ucinać spekulacje o realnym zagrożeniu.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Gdyby istniało jakiekolwiek zagrożenie, to odpowiednie służby już dawno by zareagowały”.

Ten spór nie dotyczy więc tylko jednego nazwiska. Chodzi o to, czy wątek kontaktów marszałka powinien być rozpatrywany w formule politycznej narady, czy wyłącznie w ramach standardowych procedur służb.

Kontrowersje wokół Rady Pokoju Donalda Trumpa

Drugim punktem zapalnym jest temat Rady Pokoju Donalda Trumpa. W rządzie widać dystans, a w MSZ pada argument proceduralny: ewentualne wejście Polski do takiej struktury wymagałoby pełnej ścieżki konstytucyjnej i decyzji, których nie da się „załatwić” jednym komunikatem.

W przestrzeni publicznej wraca też temat składu gremium i tego, kogo zaproszono do udziału, co wywołuje opór części polityków. Do tego dochodzą doniesienia o kosztach członkostwa i politycznych konsekwencjach, jakie mogłoby nieść formalne związanie się z inicjatywą firmowaną przez Trumpa.

W praktyce ten wątek staje się kolejną odsłoną sporu o kierunek polityki zagranicznej. Jedni stawiają na bliskość z Waszyngtonem, drudzy – na ostrożność i procedury, które mają ograniczać ryzyko polityczne.

Program SAFE pod ostrzałem Biura Bezpieczeństwa Narodowego

Trzecim filarem konfliktu jest unijny instrument SAFE i sposób, w jaki Polska ma wykorzystać środki na zbrojenia. Z jednej strony pojawia się narracja o ogromnej szansie dla polskiej armii i przemysłu obronnego. Z drugiej – mocna krytyka ze strony Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

W tej krytyce kluczowy jest argument, że preferencje dla wydatków „w Europie” mogą uderzać w relacje ze Stanami Zjednoczonymi i utrudniać kontynuację strategicznych zakupów poza Europą, w tym w USA i Korei Południowej. Rząd odbija piłkę, wskazując, że pieniądze mają pracować na rozwój krajowych zdolności, a nie tylko na import gotowych systemów.

Spór zaostrza się wokół zapisu dotyczącego udziału europejskich komponentów – dla jednych to mechanizm budowania suwerenności przemysłowej, dla drugich ryzyko polityczne i wojskowe, jeśli ograniczy elastyczność zakupów.

Przyszłość współpracy najważniejszych ośrodków władzy

Najbliższe posiedzenie RBN będzie testem, czy w sytuacji napięć międzynarodowych państwo potrafi mówić jednym głosem. Na razie widać dwie linie: Pałac Prezydencki mocniej akcentuje strategiczną oś z USA, a rząd i MSZ częściej podkreślają wagę europejskich instrumentów obronnych.

W tle pozostaje też pytanie o granice politycznej odpowiedzialności. Jeśli RBN wchodzi w sprawy, które Sejm uważa za domenę służb, konflikt może się tylko pogłębiać. Jeśli zaś spotkanie zakończy się ogólnikami, pojawi się zarzut, że bezpieczeństwo stało się elementem gry o wpływy, a nie realnej koordynacji działań.