Napięcie między Stanami Zjednoczonymi a Iranem znów rośnie – i tym razem nie chodzi wyłącznie o ostre komunikaty. W tle są ruchy wojskowe, niebezpieczne manewry na wodach Bliskiego Wschodu i sygnały, że cierpliwość Waszyngtonu ma granice. Sekretarz obrony USA Pete Hegseth przekazał, że administracja Donalda Trumpa woli uniknąć eskalacji, ale jednocześnie nie zamierza rezygnować z twardych warunków.
Pete Hegseth: Iran nie będzie miał broni jądrowej, „w przeciwnym razie mamy inne opcje”
Pete Hegseth podkreślił, że prezydent Donald Trump od początku stawia sprawę jasno – Iran nie może wejść w posiadanie broni jądrowej. Według jego słów Teheran ma wybór: albo rozmowy skoncentrowane na kwestii nuklearnej, albo scenariusz, w którym Stany Zjednoczone sięgną po rozwiązania siłowe.
W jego wypowiedzi wybrzmiało też, że atak nie jest preferowany, ale nie jest wykluczony. Hegseth mówił wprost, że ani Donald Trump, ani on sam „nie chcą iść tą drogą”, lecz zadaniem Pentagonu jest pełna gotowość.
„Trump nie chce iść tą drogą, ja też tego nie chcę, ale naszym zadaniem jest być przygotowanymi. I jesteśmy więcej niż gotowi”.
Sekretarz obrony nawiązał przy tym do zeszłorocznego uderzenia USA na trzy irańskie obiekty nuklearne, wskazując, że to doświadczenie ma dziś wzmacniać przekaz odstraszający.
„Statki płyną do Iranu”. Donald Trump o rozmowach i presji
Tego samego dnia głos zabrał Donald Trump. Prezydent USA stwierdził, że Iran jest zaangażowany w „poważne rozmowy” ze Stanami Zjednoczonymi, ale jednocześnie nie ukrywał, że w region kierowane są kolejne jednostki.
W skrócie – rozmowy trwają, lecz presja nie schodzi z gazu. W takiej atmosferze każde zdarzenie na morzu może działać jak iskra.
Incydent na Morzu Arabskim i w Cieśninie Ormuz. Irańskie jednostki zbliżyły się do tankowca USA
Według doniesień medialnych trzy irańskie okręty zbliżyły się do amerykańskiego tankowca w rejonie Morza Arabskiego i Cieśniny Ormuz. To newralgiczny punkt światowych szlaków energetycznych, a każdy incydent w tym miejscu natychmiast wywołuje nerwowe reakcje rynków i polityków.
Dron zestrzelony nad Morzem Arabskim przy lotniskowcu USA
Tego samego dnia doszło też do zdarzenia, które w języku wojskowych raportów bywa opisane chłodno, ale politycznie ma duży ciężar: amerykańskie wojsko miało zestrzelić irańskiego drona, który zbliżył się do lotniskowca USS Abraham Lincoln na Morze Arabskie.
Według doniesień agencji, bezzałogowiec typu Shahed-139 został zneutralizowany przez myśliwiec F-35C. Nie zgłoszono ofiar ani zniszczeń, ale sam fakt przechwycenia drona w pobliżu lotniskowca brzmi jak sygnał, że obie strony testują granice.
Teheran też mówi o rozmowach, ale chce wąskiego formatu
W doniesieniach pojawia się również wątek rozmów zaplanowanych na najbliższe dni i możliwej próby zmiany ich formatu przez Iran. Celem miałoby być ograniczenie negocjacji wyłącznie do spraw nuklearnych i odsunięcie na bok innych tematów, które USA i ich partnerzy uznają za kluczowe.
Jednocześnie obie strony publicznie deklarują gotowość do dialogu. To klasyczny układ, w którym dyplomacja idzie ramię w ramię z demonstracją siły.
Dlaczego ta sytuacja jest tak groźna
Największym ryzykiem nie są dziś same słowa, tylko tempo zdarzeń na wodzie i w powietrzu. Bliskość okrętów, podejścia do cywilnych jednostek i incydenty z dronami tworzą scenariusz, w którym jeden błąd albo nadinterpretacja może uruchomić reakcję łańcuchową.
W tym kontekście zdanie Pete’a Hegsetha o „gotowości większej niż pełna” nie brzmi jak retoryka na użytek kamer. To sygnał, że USA chcą odstraszać Iran, ale jednocześnie przygotowują się na wariant, w którym odstraszanie nie zadziała.
