Spór o pieniądze na zbrojenia wchodzi w nową fazę. Władysław Kosiniak-Kamysz jasno stawia warunek: najpierw podpis prezydenta pod ustawą dotyczącą unijnego SAFE, a dopiero potem rozmowa o prezydenckiej propozycji opartej na zyskach NBP. W tle są miliardy euro dla armii i ryzyko, że część pieniędzy może Polsce po prostu przepaść.
- Czytaj też: Nikt się tego nie spodziewał. Proboszcz pokazał kościelne finanse. Tyle naprawdę trafia na tacę
Kosiniak-Kamysz: dwa SAFE-y mogą się uzupełniać
W rozmowie z Wirtualną Polską szef MON przekonuje, że nie widzi tu alternatywy „albo-albo”. Według niego unijny SAFE i pomysł prezydenta nie muszą się wykluczać. Najważniejsze jest jednak to, by najpierw nie blokować już gotowego mechanizmu europejskiego.
Dwa SAFE-y są lepsze niż jeden. Nie wybór, nie alternatywa, ale uzupełnienie. Jeśli prezes NBP chce wygenerować zysk do budżetu, to niech to robi, przeleje ten zysk do rządu, a my te środki wydamy na zbrojenia – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz.
Wicepremier dodał też, że koalicja jest gotowa pracować nad projektem prezydenta, ale dopiero po rozstrzygnięciu sprawy ustawy wdrażającej unijny SAFE. Jak zaznaczył, tę ustawę można jeszcze poprawiać.
Glapiński mówi o 197 mld zł ze złota
Cały spór nabrał tempa po środowej konferencji prezesa NBP. Adam Glapiński przekazał, że Narodowy Bank Polski ma koncepcję wygenerowania około 197 mld zł zysku dzięki operacjom na rezerwach złota. Mechanizm miałby polegać na sprzedaży części kruszcu i późniejszym jego odkupieniu, tak by różnica między dawną ceną zakupu a obecną wartością rynkową mogła wejść do wyniku finansowego banku.
Jednocześnie prezes NBP zastrzegł, że bez zainteresowania ze strony rządu bank nie zamierza rozpoczynać takich działań. To właśnie na te słowa odpowiedział Kosiniak-Kamysz, sugerując wprost, że jeśli NBP rzeczywiście chce wygenerować zysk, powinien po prostu przekazać go do budżetu, zamiast budować wokół tego polityczną alternatywę dla europejskiego programu.
Rząd nie chce rezygnować z unijnego SAFE
Koalicja rządząca nie zamierza zamieniać unijnej pożyczki na projekt prezydenta. Z ustaleń WP wynika, że rząd wciąż stawia na europejski mechanizm, bo daje on Polsce szybki dostęp do dużych pieniędzy na obronność. Program SAFE obejmuje 150 mld euro dla państw UE, a Polska ma być jednym z jego największych beneficjentów.
W tle jest też bardzo konkretny problem. Jeśli prezydent zawetuje ustawę wdrażającą SAFE, pieniądze z europejskiej pożyczki będzie można kierować wyłącznie na wojsko. Wypadną z niej wtedy projekty dotyczące policji, Straży Granicznej, SOP i infrastruktury. Według rozmówców WP oznaczałoby to stratę około 2,5 mld euro.
Najpierw podpis, potem rozmowy o ustawie prezydenta
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zapowiedział już, że dopóki ustawa o SAFE czeka na decyzję Karola Nawrockiego, prezydencki projekt „SAFE 0 proc.” nie trafi pod obrady. Logika rządu jest jasna: nie dawać Pałacowi dodatkowego argumentu do weta.
Kosiniak-Kamysz nie zamyka jednak drzwi. Przekonuje, że jeśli prezydent podpisze ustawę dotyczącą unijnego SAFE, można wrócić do jego propozycji i nad nią pracować. W jego ocenie to nie powinien być polityczny konkurs na to, czyje rozwiązanie wygra, tylko szukanie dodatkowych pieniędzy dla armii.
W tle spór o konstytucję i kontrolę nad pieniędzmi
Koalicja ma też zastrzeżenia do samej konstrukcji prezydenckiego projektu. Chodzi o pomysł utworzenia funduszu zarządzanego z udziałem ludzi prezydenta. Po stronie rządu pojawiają się zarzuty, że to próba przejęcia politycznej kontroli nad pieniędzmi, które miałyby być generowane przez NBP. WP opisuje też, że w koalicji padają opinie o możliwej niekonstytucyjności takiego rozwiązania.
Z kolei otoczenie prezydenta argumentuje, że taki mechanizm ma dać gwarancję, iż środki faktycznie trafią na armię i przemysł obronny, a nie zostaną wykorzystane do łatania innych wydatków budżetowych.
Decyzja Nawrockiego będzie kluczowa
Najważniejsze pozostaje to, że prezydent ma czas na decyzję w sprawie ustawy SAFE do 20 marca. Od tego ruchu zależy nie tylko tempo uruchomienia unijnych pieniędzy, ale też to, czy rząd będzie musiał przejść na plan awaryjny i ograniczyć zakres wydatków tylko do armii.
Na dziś przekaz Kosiniaka-Kamysza jest prosty: nie blokować jednego źródła pieniędzy w imię drugiego. Najpierw podpisać ustawę, potem dyskutować o dodatkowym mechanizmie z NBP. I właśnie to zdanie może w najbliższych dniach stać się osią całego sporu o polskie zbrojenia.
