Szef kancelarii: „Pojechał donosić na Polskę”. Natychmiastowa reakcja MSWiA
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Marcin Przydacz, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta, podczas wizyty w Waszyngtonie zarzucił rządowi Donalda Tuska „wypychanie amerykańskiej obecności z Polski”. W Warszawie odpowiedź pojawiła się niemal natychmiast. Padły słowa o „donoszeniu” i dezinformacji.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Spór dotyczy relacji z USA, ale jego ton szybko stał się znacznie ostrzejszy niż dyplomatyczna wymiana zdań.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Zarzut: ograniczanie obecności USA w Polsce

W rozmowie z dziennikarzami w stolicy Stanów Zjednoczonych Przydacz sugerował, że publiczne komentarze strony rządowej wobec administracji amerykańskiej mogą szkodzić relacjom dwustronnym.

„Nie wiem, czy emocjonalne komentarze, słowa wypowiadane pod publikę wewnętrzną pomagają” – mówił w Waszyngtonie.

W jego ocenie w działaniach rządu przeważa myślenie w kategoriach interesu zachodnioeuropejskiego. Wypowiedź została odebrana jako sugestia, że gabinet Tuska prowadzi politykę, która może prowadzić do ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Rząd: „Nikt nie wypycha amerykańskiej armii”

Reakcja była natychmiastowa. Szef MSWiA Marcin Kierwiński odrzucił zarzuty w ostrym tonie.

„Bzdury, które opowiada w USA Przydacz, nie mieszczą się nawet w tanich wydawnictwach sci-fi. Nikt nie wypycha amerykańskiej armii z Polski” – napisał w mediach społecznościowych.

Loading Facebook post...

Posted on Facebook

Szef kancelarii premiera dodał:

„Pojechał donosić na Polskę. Wstydu nie mają”.

Tym samym spór o relacje z USA przeniósł się z poziomu politycznych sugestii na otwarty konflikt między rządem a otoczeniem prezydenta.

Konflikt o kierunek polityki zagranicznej

Choć zaczęło się od jednej wypowiedzi w USA, w tle pozostaje większe pytanie o strategię wobec Waszyngtonu oraz rolę relacji z Berlinem i Brukselą. Rząd podkreśla, że współpraca wojskowa z USA pozostaje fundamentem bezpieczeństwa państwa. Otoczenie prezydenta akcentuje potrzebę ostrożności w publicznych komentarzach.

Na razie nie widać sygnałów wyciszenia. Spór o to, jak rozmawiać z Amerykanami – i gdzie prowadzić polityczną krytykę – właśnie wszedł w ostrą fazę.