Strach na Białorusi. Ruszył masowy pobór, rodziny tracą kontakt
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Najpierw krótka informacja z komisji wojskowej. Potem szybkie pakowanie. Wieczorem mężczyzny nie ma już w domu. Tak – według relacji z mediów społecznościowych – wygląda dziś masowy pobór na Białorusi, który objął rezerwistów w różnych regionach kraju.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Wpisy kobiet z Grodna i innych miast powtarzają się: wezwanie rano, wyjazd tego samego dnia, a następnie ograniczony lub zerwany kontakt. To właśnie ta cisza budzi największe emocje.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Telefon przestał odpowiadać”. Relacje z Grodna

W mediach społecznościowych pojawiły się pytania, czy inni również stracili kontakt z bliskimi.

„Mój mąż dostał wezwanie o 8 rano. O 18 już został zabrany. Teraz jest na poligonie” – napisała mieszkanka Grodna.

Inna kobieta pytała wprost:

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Telefon jest wyłączony. Czy wszyscy tak mają?”

Z relacji wynika, że powoływani są również ojcowie małych dzieci. Według informacji przekazywanych przez komisje wojskowe małe dzieci nie stanowią podstawy do odroczenia, a szkolenia mogą potrwać do dwóch miesięcy.

W Grodnie liczba wezwań – jak podają lokalne relacje – mogła sięgnąć nawet 1500 osób. Komisje pracują do późnych godzin nocnych.

Oficjalne stanowisko: ćwiczenia i „odparcie agresji”

Białoruskie Ministerstwo Obrony opublikowało komunikat, w którym tłumaczy działania sytuacją międzynarodową.

„Działania w zakresie szkolenia operacyjnego i bojowego są związane z agresywną retoryką państw zachodnich (…) prowadzimy działania mające na celu przygotowanie sił zbrojnych do odparcia agresji” – poinformował resort.

Według ministerstwa chodzi o ćwiczenia operacyjne. Powołani rezerwiści mają otrzymać rekompensaty finansowe.

Co naprawdę oznacza masowy pobór?

Oficjalnie mowa o szkoleniu rezerwy. Jednak tempo i sposób przeprowadzania akcji sprawiły, że masowy pobór na Białorusi stał się jednym z najgorętszych tematów w kraju. Dla części rodzin to rutynowe ćwiczenia. Dla innych – sygnał, że państwo sprawdza swoją mobilizacyjną gotowość.

Najwięcej pytań dotyczy nie samego poboru, lecz komunikacji. Brak jasnych informacji, nagłe wezwania i ograniczony kontakt powodują, że niepokój rośnie szybciej niż kolejne komunikaty.