Upokorzyli Zbigniewa Ziobro na oczach całej Europy. Szokujące jak go potraktowali w PE
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na korytarzach Parlamentu Europejskiego w Strasburgu doszło do zdarzenia, które w kilka godzin wywołało polityczną burzę także w Polsce. Jedna z największych frakcji w europarlamencie zdecydowała się na akcję wizualną, która wprost uderzyła w Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego, a przy okazji w wizerunek polskiej prawicy na arenie międzynarodowej.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Kontrowersyjna instalacja w Parlamencie Europejskim w Strasburgu

W przestrzeni ogólnodostępnej Parlamentu Europejskiego pojawiły się grafiki prezentowane na ekranach i ścianach budynku. Widniały na nich twarze Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, zestawione z wizerunkiem premiera Węgier Viktora Orbána. Przekaz był jednoznaczny i czytelny dla każdego przechodnia: sugestia, że Budapeszt zapewnia ochronę politykom mającym problemy z wymiarem sprawiedliwości w swoich krajach.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Za akcją stała frakcja Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów (S&D). Instalacja nie miała formy debaty ani oficjalnej konferencji. Był to komunikat wizualny, uderzający skrótem myślowym i emocją, a nie argumentacją prawną.

Oskarżenia wobec Ziobro i Romanowskiego. Mocne słowa bez sali sądowej

Na grafikach użyto wyjątkowo ostrych określeń. Przy nazwisku Zbigniewa Ziobry pojawiło się hasło „nadużycie władzy”, a przy Marcinie Romanowskim słowo „korupcja”. Dla odbiorców w Strasburgu przekaz był prosty: to osoby, które – według autorów instalacji – unikają odpowiedzialności, a Węgry mają im w tym pomagać.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Taka forma oskarżenia, wyświetlana w siedzibie jednej z najważniejszych instytucji Unii Europejskiej, natychmiast wywołała reakcje dyplomatów i polityków. Wskazywano, że instalacja nie rozróżnia etapu postępowań, zarzutów i wyroków, a zamiast tego operuje skrótem, który łatwo zapada w pamięć.

Viktor Orbán i Węgry w tle. Szerszy kontekst międzynarodowy

Akcja S&D nie dotyczyła wyłącznie polskich polityków. W przekazie pojawił się szerszy wątek Węgier jako kraju, który – zdaniem autorów – udziela schronienia osobom ściganym lub zagrożonym postępowaniami w innych państwach. To kolejny element narastającego sporu między częścią europarlamentu a rządem w Budapeszcie.

W tym kontekście nazwiska Ziobry i Romanowskiego zostały wpisane w narrację o politycznej ochronie i unikaniu odpowiedzialności. Dla Polski oznacza to nie tylko wewnętrzny spór, ale także problem wizerunkowy na forum europejskim.

Ostra reakcja obrońcy. Pada zarzut zniesławienia

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Mecenas Bartosz Lewandowski, który występuje jako obrońca polityków, ostro skrytykował całą akcję. W jego ocenie instalacja w Strasburgu to zniesławienie, a użyte sformułowania nie mają oparcia w stanie faktycznym.

Prawnik zwrócił szczególną uwagę na opis Marcina Romanowskiego, podkreślając, że jego klient nie ma formalnego zarzutu korupcji. Według obrońcy takie przedstawienie sprawy w przestrzeni publicznej Parlamentu Europejskiego narusza dobre imię i wprowadza w błąd opinię międzynarodową.

Spór, który nie kończy się na jednej instalacji

Sprawa z korytarzy Parlamentu Europejskiego pokazuje, jak bardzo zaostrzyła się walka polityczna także poza granicami kraju. To już nie tylko spór na konferencjach prasowych czy w mediach społecznościowych, ale działania, które wykorzystują prestiż i przestrzeń unijnych instytucji.

Dla jednych to forma nacisku i symbolicznego rozliczenia polityków dawnej władzy. Dla drugich – niebezpieczny precedens, w którym oskarżenia padają bez wyroków, a granica między polityką a odpowiedzialnością prawną zaczyna się zacierać. Jedno jest pewne: ta instalacja jeszcze długo będzie wracać w debacie o standardach europejskiej polityki.