Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła odejście z rządu Donalda Tuska. Ministra funduszy i polityki regionalnej poinformowała o swojej decyzji po czwartkowym głosowaniu w Sejmie dotyczącym dwukadencyjności władz samorządowych. Choć projekt PSL zakładający zniesienie limitu dwóch kadencji ostatecznie przepadł, Pełczyńska-Nałęcz ostro skrytykowała postawę części koalicji, w tym parlamentarzystów własnego ugrupowania. Jednocześnie zrezygnowała z kierowania Polską 2050. Szymon Hołownia przyznał później, że partia dowiedziała się o jej decyzji z mediów.
- Czytaj też: Pilne doniesienia z Sejmu, Komisja Etyki ukarała Kaczyńskiego. Kara najwyższa z możliwych, jest komunikat
Pełczyńska-Nałęcz odchodzi. „Zrobiłam maksimum tego, co mogłam”
Decyzja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz została ogłoszona w czwartek, 22 października, wieczorem. Polityczka opublikowała obszerne oświadczenie, w którym nie pozostawiła wątpliwości, że kończy swoją pracę w gabinecie Donalda Tuska.
„Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki” – napisała.
Bezpośrednim tłem decyzji było głosowanie nad projektem PSL dotyczącym zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Projekt ludowców przepadł bardzo niewielką różnicą głosów. W głosowaniu uczestniczyło 437 posłów. Za projektem opowiedziało się 213 parlamentarzystów, przeciw było 215, a dziewięcioro wstrzymało się od głosu. Oznacza to, że obowiązująca od 2018 roku zasada dwukadencyjności pozostaje w mocy.
Pełczyńska-Nałęcz od dawna była zdecydowaną przeciwniczką likwidowania tego ograniczenia. Po głosowaniu nie kryła zadowolenia z samego rezultatu, ale jednocześnie ostro oceniła zachowanie części parlamentarzystów koalicji.
Jej zdaniem znaczna część posłów Polski 2050 oraz innych ugrupowań tworzących większość stanęła po stronie rozwiązania, którego ona nie mogła zaakceptować.
„Koalicja, w tym niestety znaczna część posłów Polski 2050, stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami” – napisała.
Podkreśliła również, że nie jest to pierwsza decyzja większości parlamentarnej, z którą fundamentalnie się nie zgadza. Onet Wiadomości
Odchodzi nie tylko z rządu. Polska 2050 została zaskoczona
Oświadczenie Pełczyńskiej-Nałęcz miało jeszcze jeden istotny wymiar. Polityczka dała do zrozumienia, że rezygnuje również z kierowania Polską 2050.
„Partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił. Życzę mu, by przypomniał sobie, w imię jakich wartości szedł do władzy” – stwierdziła.
Było to czytelne odniesienie do Szymona Hołowni.
Reakcja byłego marszałka Sejmu pojawiła się jeszcze tego samego wieczoru. Hołownia przyznał, że informacja o decyzji przewodniczącej dotarła do ugrupowania za pośrednictwem mediów.
„W Polsce 2050 dowiedzieliśmy się o decyzji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z mediów” – przekazał.
Jej odejście określił jako poważne wyzwanie organizacyjne dla partii. Jednocześnie zapewnił, że Klub Parlamentarny Polski 2050 pozostaje w koalicji rządzącej. O wyborze nowego kierownictwa ugrupowania mają zdecydować jego członkowie zgodnie ze statutem.
To istotne, ponieważ decyzja Pełczyńskiej-Nałęcz nie oznacza na obecnym etapie wyjścia całej Polski 2050 z koalicji Donalda Tuska.
W koalicji zawrzało. Pojawiają się pytania o prawdziwe powody
Sama Pełczyńska-Nałęcz jako bezpośrednią przyczynę wskazała różnice dotyczące wartości i standardów działania koalicji, których symbolem stał się spór o dwukadencyjność.
W kuluarach pojawiają się jednak informacje, że napięcia narastały od dłuższego czasu.
Według ustaleń Wirtualnej Polski osoby z otoczenia ustępującej ministry wskazują również na wcześniejsze spory, w tym sytuację wokół wyboru Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. Część polityków koalicji przedstawia natomiast inne interpretacje i wiąże odejście Pełczyńskiej-Nałęcz między innymi z jej pozycją wewnątrz obozu rządzącego. Są to jednak anonimowe relacje i polityczne oceny, których nie należy traktować jako potwierdzonej przyczyny jej decyzji.
Odejście ministry spotkało się również z krytyką części koalicjantów. Paulina Hennig-Kloska nazwała ten ruch „populistycznym” i „wyrachowanym”, sugerując, że może mieć związek z przyszłymi planami wyborczymi. To także jest polityczna ocena, której Pełczyńska-Nałęcz nie podziela.
Sama ustępująca ministra podsumowała natomiast niemal trzy lata swojej pracy w resorcie. Wśród osiągnięć wymieniła między innymi działania dotyczące rynku mieszkaniowego, jawności cen mieszkań oraz wykorzystania pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy.
„Przez prawie trzy lata zrobiłam z Wami maksimum tego, co mogłam” – napisała.
Nie zapowiedziała przy tym wycofania się z polityki. Wręcz przeciwnie, zakończyła swoje oświadczenie słowami sugerującymi dalszą aktywność.
Na razie nie wiadomo, kto przejmie Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Wśród potencjalnych kandydatów w medialnych spekulacjach pojawia się między innymi dotychczasowy wiceminister Jan Szyszko, jednak do tej pory nie ogłoszono oficjalnej decyzji dotyczącej następcy Pełczyńskiej-Nałęcz. WP Wiadomości
Jej odejście jest pierwszym bezpośrednim skutkiem jednego z najostrzejszych ostatnio sporów wewnątrz koalicji. Co istotne, ustawa PSL ostatecznie nie została przyjęta, więc dwukadencyjność samorządowców pozostaje – dokładnie tak, jak chciała Pełczyńska-Nałęcz. Mimo to zdecydowała się odejść, wskazując nie na sam wynik, lecz na sposób, w jaki głosowała znaczna część koalicji.
