
Echo tragedii w Radomiu wciąż nie cichnie. 35-letni major Maciej „Slab” Krakowian, dowódca zespołu F-16 Tiger Demo Team Poland, zginął w katastrofie, która wstrząsnęła całym krajem. Teraz śledczy poinformowali o przełomie – na miejscu wypadku odnaleziono kamerę, która mogła należeć do pilota.
- Czytaj też: Przed tragedią zgłaszał poważny problem. Ujawniono nagrania. To działo się przed śmiercią pilota
Nie żyje major Maciej Krakowian
Do wypadku doszło podczas przygotowań do pokazów lotniczych Air Show Radom 2025. Samolot F-16 runął na pas startowy i eksplodował. Doświadczony pilot zginął na miejscu.
– „W katastrofie F-16 zginął oficer, który zawsze służył Ojczyźnie z oddaniem i wielką odwagą. Składam hołd jego pamięci” – napisał tego dnia minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
W sieci szybko pojawiły się dramatyczne nagrania i zdjęcia zniszczonego pasa startowego, które unaoczniły skalę tragedii. Organizatorzy zdecydowali o odwołaniu Air Show Radom 2025, a bilety mają zostać zwrócone w ciągu 14 dni.
Pilot z ogromnym doświadczeniem
Major Krakowian miał 17 lat służby i ponad 1400 godzin nalotu, z czego 1200 spędził za sterami F-16. Był instruktorem w 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu-Krzesinach, a jako lider Tiger Demo Team reprezentował Polskę na prestiżowych pokazach w całej Europie.
– „Na takich pokazach latają najlepsi. To przypomina katastrofę sprzed roku w Gdyni” – mówił pilot Robert Zawada, znajomy zmarłego.
Znaleziono kamerę w szczątkach F-16
Nowe ustalenia mogą okazać się przełomowe. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Piotr Skiba, na miejscu katastrofy zabezpieczono kamerę, która najprawdopodobniej należała do pilota.
– „Nie wiemy, czy urządzenie jest sprawne ani czy zapis się zachował. Analizą zajmie się biegły z zakresu informatyki” – przekazał Skiba w rozmowie z WP.
Prokuratura podejrzewa, że major mógł rejestrować nią manewry w trakcie lotu. Jeśli nagrania przetrwały, mogą być kluczem do odtworzenia ostatnich chwil przed katastrofą.
Badania w wyjątkowych warunkach
Śledczy przyznają, że prace na miejscu zdarzenia trwają dłużej, niż zakładano. Powodem są procedury bezpieczeństwa. W szczątkach F-16 znajdowały się m.in. elementy zbiorników paliwa, które wymagały użycia specjalistycznych zabezpieczeń chemicznych.
Eksperci w kombinezonach ochronnych przenosili fragmenty maszyny do specjalnych skrzyń. Dopiero po zakończeniu tej fazy możliwe było kontynuowanie badań wraku.
Pytania wciąż bez odpowiedzi
Odnalezienie kamery to istotny krok w śledztwie, ale przyczyny katastrofy nadal pozostają nieznane. Analiza zapisu z urządzenia, czarnej skrzynki i szczegółowych oględzin wraku ma dać odpowiedzi na pytania, dlaczego jeden z najlepszych polskich pilotów nie zdołał wyprowadzić maszyny.