Kazał topić ludzi w morzu i obdzierać ich ze skóry… Tego o nim nie wiedziałeś!

Udostępnij:

Feliks Dobre Serce – tak mówił o nim Lenin. Trudno byłoby chyba w historii znaleźć przydomek, który tak mylnie opisywałby kogoś, komu go nadano. Powiedzieć, że Feliks Dzierżyński zapisał w dziejach krwawą kartę, to mało. Strony jego bolszewickiej biografii wręcz ociekają posoką. To właśnie on jako pierwszy stanął na czele sowieckiej policji politycznej i rozpętał czerwony terror – pisze Robert Jurszo.

Lenin miał plan na wprowadzenie ładu komunistycznego. Wiedział, że jedynym sposobem do osiągnięcia celu jest obalenie układu carskiej Rosji.

”Nieprzyjaciel powinien być unieszkodliwiony, czyli – w czasie wojny – zniszczony. Zastraszenie jest potężnym środkiem politycznym i trzeba być skończonym świętoszkiem, aby tego nie zrozumieć”. – pisał w 1920 roku Lew Trocki w broszurze „Terroryzm i Komunizm”.

7 grudnia 1917 roku powołano specjalną instytucję – Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem (w skrócie – WCzK; potocznie – Czeka, Czerezwyczajka). Na jej czele postawiono polskiego rewolucjonistę – Feliksa Dzierżyńskiego.

Zaskakującym jest fakt, że Dzierzyński, który miał być gwarantem zwycięstwa nad arystokracją, sam wywodził sie ze szlachty. Urodził się 11 września 1877 r. w majątku w Oziembłowie. Kształcił się w domu, pisał wiersze i grał na fortepianie. Umiłował sobie utwory Chopina i Moniuszki. Pomimo niewątpliwego talentu do nauki, matury nie zrobił. Za to już w gimnazjum wciągnął się w działalność polityczną, początkowo sympatyzując z socjaldemokratami. Ta pochłonęła go całkowicie.

Od tej pory jego życie diametralnie się zmieniło. W 1905 r. wziął udział w rewolucji w Królestwie Polskim. Do 1917 r. sześć razy zamykano go więzieniu – m.in. w osławionym X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Dzierżyński był dwukrotnie zsyłany na Syberię. Owocem więziennych doświadczeń z lat 1908-1909 stał się napisany za kratami ”Pamiętnik więźnia”. Donald Rayfield, biograf Dzierżyńskiego, określił te zapiski ”krzykiem protestu” przeciwko okrucieństwom carskiej Rosji, w tym przeciwko ”zdobywaniu zeznań za pośrednictwem tortur”. Zaskakującym jest fakt, że człowiek, który demaskuje oprawców więziennych i wykrzykuje swój manifest za chwilę stanie się dużo gorszym zwyrodnialcem niż ci których opisywał. Po wybuchu rewolucji październikowej, gdy opowiedział się po bolszewickiej stronie, wyjechał do Piotrogrodu, gdzie w bardzo krótkim czasie stał się jednym z najbardziej zaufanych ludzi Lenina.

Czeka miała trzy zadania: ścigać wszystkie ”akcje kontrrewolucyjne i sabotażowe”, oddawać ”sabotażystów” i ”kontrrewolucjonistów” pod sąd Trybunału Rewolucyjnego oraz przeprowadzać wstępne dochodzenia. W rzeczywistości WczK miała nieograniczone możliwości. Lenin dał im wolną rękę… Rękę która przetoczyła krew wielu istnień ludzkich.

Sam Dzierżyński o Czece mówił w następujący sposób: ”Czeka to nie sąd, Czeka to obrońca rewolucji. Winna troszczyć się wyłącznie o jedno – o zwycięstwo. Nawet, jeśli jej miecz przy tym spadnie przypadkiem na głowy niewinnych”.

Czerwony terror Czeki na dobre rozszalał się w 1918 roku po nieudanej próbie zamachu na Lenina. To wydarzenie było kluczem do bram prowadzących do rozpoczęcia krwawej krucjaty bolszewików. Na celowniku Czeki były wszystkie grupy społeczne. Kontrrewolucjonistów doszukiwano się wszędzie.

Organizacja rozrastała się z ogromną prędkością. Na początku istnienia liczyła niespełna 23 osoby, za to już w roku 1920 – 27 tys. Rok później w szeregach było ponad 500 tys. osób. Ta armia zapoczątkowała makabryczne początki sowieckiej Rosji.

Czeka prowadziła dochodzenia. Stosowała tzw. konwejer, czyli trwające nieprzerwanie dzień i noc przesłuchania doprowadzające więźniów na skraj szaleństwa.

”Myśli się mącą” – wspominał jeden z tych, który przeszedł to piekło. – Zapomina się znaczenie wyrazów, zamiast imion osób plączą się na ustach nazwy geograficzne. Zdaje się, że na głowę nasadzono jakąś żelazną czapkę. […] Pragnienie snu jest tak niepomierne, że nie da się wypowiedzieć. Nie ma się więc co dziwić, że z taką żelazną czapką na głowie więźniowie, stanąwszy przed sądem, tracą poczucie odpowiedzialności za swoje słowa i mówią, i podpisują to, co im każą”.

Znalezione obrazy dla zapytania czeka

Tortury, gwoździe w beczce

Brytyjski historyk Orlando Figes spisał metody dręczenia więźniów przez Czekę. “Numer z rękawiczką” polegał na tym, że oblewano dłonie przesłuchiwanego wrzątkiem do tego momentu, aż te nie pokrywały się pęcherzami i nie zaczęła z nich schodzić skóra. Ofiary zostawały z obdartymi do żywego mięsa krwawiącymi dłońmi. Inną metodą było pakowanie aresztowanego nago do beczki, którą najeżono od wewnątrz gwoźdźmi i toczono. Wyciągano z niej podziurawione, ociekające krwią ciało. Kiedy indziej ”przymocowywano do tułowia ofiary klatkę ze szczurami i ją podgrzewano, tak że rozjuszone zwierzęta wgryzały się w jelita, szukając drogi ucieczki”.

Słynnym esej ”Czerwony terror” autorstwa Mariana Zdziechowskiego opisuje kolejne przypadki makabrycznego traktowania więźniów: ”kładziono skazańca do skrzyni z rozkładającym się trupem i straszono, że żywcem go pogrzebią”; ”kładziono oficerów na deskach, mocno ich do nich przywiązywano i powoli wsadzano do rozżarzonych pieców”. Wymeinione przykłady należą do tych “bardziej przyswajalnych”.

W tej kwestii Dzierżyński zapisał się na kartach historii jako innowator. Głowa kipiała mu od pomysłów na wymyślne tortury, ale i sposoby na przeprowadzanie egzekucji: na mocy jego osobistego rozkazu, skazanych rozstrzeliwano masowo przy pomocy karabinów maszynowych. Wymyślił również, by skazanych na śmierć w Piotrogrodzie wiązać parami, ładować na barki i zatapiać je na wodach Zatoki Fińskiej.

Czerwony terror dopalił się na przełomie 1921 i 1922 r. Pochłonął – według różnych rachunków – od 50 do nawet 450 tys. istnień. W jego ramach zaczęły również powstawać – od 1918 r. – pierwsze obozy pracy, które w okresie stalinowskim przeobrażą się ogromną sieć, która odbierze bądź zniszczy życie milionom ludzi. Przez te lata – również dzięki WCzK – bolszewicy umocnili swoją władzę.

Śmierć kata

W 1921 roku rozwiązano Czerezwyczajkę. została ona zastąpiona przez GPU, czyli  Państwowy Zarząd Polityczny. Oczywiście na jego czele stanął Dzierżyński. Zmiana? W żadnym wypadku, raczej kosmetyka. Uprawnienia organizacji były dokładnie takie same jakie posiadała WczK. To po co było zmieniać? Ze względu na panującą powszechną nienawiść społeczną wymierzoną właśnie w Czekę.

Dzierżyński został stracony 20 lipca 1926 roku w Moskwie, po tym jak nieopatrznie pozwolił sobie na krytykę Stalina podczas posiedzenia partii. Stalin wrzeszczał na niego, kierując w jego stronę obelgi.  ”Dzierżyński zbladł, zachwiał się na swoim krześle, próbował się podnieść, lecz daremnie” – pisał o tym wydarzeniu Zdziechowski. Szefa OGPU przewieziono do domu, gdzie skonał. Diagnoza lekarska brzmiała: atak serca.

Smutny koniec jednego z największych katów w dziejach XX wieku. Na jego ścieżce kariery trup słał się gęsto. Organizacja na czele której stał była swoistym wstępem do późniejszego działania NKWD i KGB.

Zastanawiające jest, że ludzie, którzy zgotowali krwawe piekło setkom tysięcy swoich rodaków, własnie w ten sposób chcieli ich przekonać do tego, że komunizm jest rajem.