Wizyta Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych miała być przede wszystkim pokazem aktywności prezydenta w sprawach bezpieczeństwa i relacji z amerykańską prawicą. Szybko okazało się jednak, że obok wystąpień i oficjalnych punktów programu uwagę przyciągnęło także ostre starcie z mediami. Tym razem w centrum znalazł się Marcin Przydacz, który podczas briefingu wszedł w wyraźny spór z dziennikarzem TVN24.
Czytaj też: Bezwstydnie zakpili z Karola Nawrockiego. Teraz to już naprawdę przesadzili. „Żenujące”
Karol Nawrocki poleciał do USA z jasnym politycznym przekazem
Jednym z głównych punktów wizyty Karola Nawrockiego był udział w konferencji CPAC, czyli jednym z najważniejszych wydarzeń środowisk konserwatywnych w USA. W tle znalazły się też kwestie obronności i współpracy wojskowej, w tym temat myśliwców F-35 oraz miejsca Polski w systemie bezpieczeństwa Zachodu. Wyjazd miał więc wyraźny wymiar polityczny i wizerunkowy.
To właśnie podczas tego pobytu doszło jednak do sytuacji, która błyskawicznie przebiła się do medialnych relacji. W czasie spotkania z dziennikarzami padło pytanie o kontakty polskich władz z Rosją sprzed pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Chodziło o spotkania Zbigniewa Raua z Siergiejem Ławrowem. Wtedy ton rozmowy zaczął się szybko zaostrzać.
Marcin Przydacz ostro odpowiedział dziennikarzowi TVN24
Marcin Przydacz nie próbował łagodzić sytuacji. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza stwierdził:
„Myślę, że warto by się było douczyć”
Potem próbował rozszerzyć kontekst i tłumaczył, że kontakty z rosyjską dyplomacją wynikały między innymi z tego, że Polska sprawowała wówczas przewodnictwo w OBWE, a to wiązało się z obowiązkiem prowadzenia rozmów także z trudnymi partnerami. W dalszej części polemiki odwołał się również do wizyty Donalda Tuska w Budapeszcie i spotkania z Viktorem Orbánem, przekonując, że podobne zarzuty pojawiają się także wobec obecnego premiera.
W pewnym momencie spór przestał być wyłącznie merytoryczny. Wypowiedzi Przydacza zostały odebrane jako personalne i uszczypliwe, a cała wymiana zdań szybko zaczęła żyć własnym życiem w mediach społecznościowych i komentarzach politycznych. To sprawiło, że sama treść wizyty zeszła na dalszy plan.
To nie pierwszy taki zgrzyt. Wcześniej sam Karol Nawrocki starł się z TVN24
Ta sytuacja nie pojawiła się w próżni. Kilka dni wcześniej podobne napięcie wywołała reakcja samego Karola Nawrockiego po konferencji w Przemyślu. Gdy dziennikarz TVN24 zapytał go o relacje Viktora Orbána z Władimirem Putinem, prezydent najpierw odszedł od mównicy, a po chwili wrócił i odpowiedział już w ostrym tonie:
„Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski”
Dodał też wtedy jasno:
„Władimir Putin to zbrodniarz”
Tamto zachowanie wywołało później komentarze organizacji dziennikarskich, które oceniły reakcję prezydenta jako niegodną powagi urzędu. W efekcie wizyta w USA i spięcie z udziałem Marcina Przydacza zostały odczytane jako kolejny dowód na rosnące napięcie między Pałacem Prezydenckim a częścią mediów.
Dziś widać już wyraźnie, że takie sytuacje zaczynają regularnie towarzyszyć publicznym wystąpieniom ludzi Karola Nawrockiego. A to oznacza, że nawet wydarzenia o dużym znaczeniu międzynarodowym coraz łatwiej ustępują miejsca ostrym wymianom zdań, które natychmiast przejmują uwagę opinii publicznej.
