Jedno zdanie rzucone w studiu wystarczyło, żeby zrobiło się gorąco. Najpierw cisza po wypowiedzi, potem natychmiastowa reakcja z samej góry resortu i lawina komentarzy w sieci. Teraz to nie jest już tylko telewizyjna awantura – sprawa może skończyć się w sądzie.
- Czytaj też: Kaczyński niespodziewanie wszedł na mównicę. Ogłosił to przed całą Polską – wielkie poruszenie
Szokujące słowa na antenie telewizyjnej
Afera wybuchła po komentarzu posłanki PiS Agnieszki Wojciechowskiej van Heukelom na antenie TV Republika. W tle była tragiczna sprawa z Piaseczna – według informacji przytaczanych w debacie publicznej pijany dowódca oddziału prewencji miał dopuścić się gwałtu na podwładnej policjantce.
7, 2026Niejaka Wojciechowska van Heukelom za swoje prymitywne i kłamliwe słowa może spodziewać się pozwu. Naruszyła moje dobra osobiste i odpowie za to. Nie odpuszczę.
— Marcin Kierwiński (@MKierwinski)
Loading tweet...
— MKierwinski (@MKierwinski) January 9, 2026
W tym kontekście parlamentarzystka zasugerowała, że trudno dziwić się zachowaniu funkcjonariuszy, skoro ich przełożony – minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński – rzekomo występował publicznie „pod wpływem alkoholu”. To nawiązanie do sytuacji z maja 2024 roku, gdy minister tłumaczył problemy z mową awarią nagłośnienia, a swoją trzeźwość miał potwierdzić badaniem alkomatem.
- Zobacz także: Zacznie się już za parę godzin. Potężne śnieżyce i minus 20 stopni. Alerty dla tych regionów Polski
W praktyce padło więc oskarżenie, które uderza wprost w wiarygodność szefa MSWiA. I właśnie to, a nie sama polityczna przepychanka, stało się zapalnikiem.
Stanowcza odpowiedź ministra na platformie X
Marcin Kierwiński zareagował szybko i ostro. Wpis opublikowany 7 stycznia 2026 roku nie zostawiał miejsca na półtony – minister nazwał wypowiedź posłanki „prymitywną i kłamliwą” i zapowiedział kroki prawne w sprawie naruszenia dóbr osobistych.
„Niejaka Wojciechowska van Heukelom za swoje prymitywne i kłamliwe słowa może spodziewać się pozwu. Naruszyła moje dobra osobiste i odpowie za to. Nie odpuszczę”.
To sformułowanie od razu poszło w obieg. Politycznie jest mocne, ale prawnie – jeszcze mocniejsze, bo oznacza realną gotowość do sporu sądowego.
Możliwe konsekwencje karne i nawet rok więzienia
W tej historii pojawia się też wątek, który dla wielu brzmi jak kubeł zimnej wody: odpowiedzialność karna. W przytoczonej opinii prawnej mec. Piotra Milika wskazano, że zniesławienie dokonane za pomocą środków masowego komunikowania może skutkować grzywną, ograniczeniem wolności, a nawet karą pozbawienia wolności do roku.
„Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu zniesławienia za pomocą środków masowego komunikowania, a tak jest w tym przypadku, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”
To oczywiście nie jest wyrok ani przesądzenie, że kara zapadnie. Ale sam fakt, że w przestrzeni publicznej pojawia się perspektywa „roku więzienia”, sprawia, że temat przestaje być zwykłą wymianą złośliwości.
Sprzeciw policji i nerwowa atmosfera wokół sprawy z Piaseczna
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1192294479741761&id=100068836615712&ref=embed_post
Wypowiedź posłanki – według przekazu, który wywołał burzę – uderzyła nie tylko w ministra, ale też rozlała się szerzej na wizerunek formacji. Pojawił się sprzeciw policji wobec hejtu i pomówień, które w ocenie funkcjonariuszy godzą w dobre imię służby.
I tu widać, dlaczego ta sprawa tak szybko eskalowała. Bo w tle nie ma „zwykłej polityki”. Jest dramatyczna historia, emocje społeczne i bardzo łatwa do przekroczenia granica między komentarzem a oskarżeniem, które może ciągnąć się latami.
