Pieniądze są, brakuje ludzi. Nie ma komu pracować w energetyce
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Inwestycje w OZE, sieci i nowe technologie przyspieszają. Coraz wyraźniej widać jednak, że system może się zaciąć. Powód jest prosty i brutalny: brakuje ludzi do pracy. I nie jest to problem przyszłości. To kłopot, który uderza w branżę już dziś. Eksperci ostrzegają jasno. Jeśli luka kadrowa szybko się nie zmniejszy, transformacja w energetyce wyhamuje, niezależnie od pieniędzy i politycznych deklaracji.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Luka kadrowa rośnie szybciej niż inwestycje

Zapotrzebowanie na pracowników w energetyce rośnie z roku na rok. Do 2030 r. w sektorze OZE i branżach powiązanych może powstać nawet 300 tys. nowych miejsc pracy. W dłuższej perspektywie zatrudnienie ma wzrosnąć kilkukrotnie. Rynek pracy nie nadąża jednak za tym tempem.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Największe braki dotyczą zawodów technicznych. Elektrycy, monterzy instalacji, technicy pomp ciepła, serwisanci farm wiatrowych i instalatorzy fotowoltaiki są dziś zawodami deficytowymi. Coraz trudniej znaleźć także projektantów sieci, inżynierów energetycznych, automatyków i specjalistów od magazynowania energii. Efekt jest prosty. Projekty są gotowe. Finansowanie bywa zabezpieczone. Realizacja się opóźnia, bo nie ma komu jej prowadzić.

Nie tylko „niebieskie kołnierzyki”

Problem kadrowy nie dotyczy wyłącznie pracowników fizycznych. Firmy coraz częściej nie mogą obsadzić stanowisk menedżerskich i eksperckich. Brakuje kierowników projektów, analityków danych energetycznych, specjalistów ESG i ekspertów od cyfryzacji. Energetyka zmienia się strukturalnie. To już nie tylko produkcja energii. To zarządzanie systemami, danymi i efektywnością. Do tego potrzebne są nowe kompetencje. System edukacji wciąż ich nie dostarcza w wystarczającej skali.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Szkolnictwo nie nadąża za transformacją

Eksperci wskazują jednoznacznie. Publiczne szkolnictwo zawodowe i techniczne nie nadąża za tempem zmian. Programy nauczania często rozmijają się z realnymi potrzebami rynku. Przekwalifikowanie dorosłych pracowników trwa zbyt długo. W efekcie firmy biorą sprawy w swoje ręce. Współpracują ze szkołami. Tworzą klasy patronackie i własne programy szkoleniowe. To pomaga, ale tylko częściowo. W skali kraju to wciąż za mało.

Pieniądze są, ludzi brakuje

Presja płacowa w energetyce rośnie. Specjaliści od przyłączeń do sieci, projektanci i kierownicy projektów należą do najlepiej opłacanych w branży. Mimo to problem nie znika.Powód jest prosty. Liczba fachowców jest zbyt mała. Energetyka konkuruje o pracowników z budownictwem, przemysłem i sektorem IT. I często tę rywalizację przegrywa.

Transformacja bez ludzi nie ruszy

Eksperci nie mają wątpliwości. Bez ludzi transformacja energetyczna się nie wydarzy. Strategie i miliardy złotych nie zastąpią elektryków, monterów i inżynierów. To oni mają te inwestycje zrealizować. Już dziś inwestorzy mówią wprost. Największą barierą nie są przepisy ani pieniądze, lecz brak rąk do pracy. Jeśli państwo nie przyspieszy reform szkolnictwa, nie uprości przekwalifikowania i nie stworzy realnych zachęt, luka kadrowa będzie rosła.