Krótka chwila wystarczyła, żeby w sieci zrobiło się głośno. W sylwestrową noc część widzów przełączała kanały między koncertami i nagle zobaczyła coś, co wyglądało jak telewizyjny żart. Ten sam utwór, praktycznie w tym samym czasie, a na scenie… dwa zespoły o niemal identycznych nazwach.
- Czytaj też: Szokująca przepowiednia Jackowskiego. Stanie się „coś strasznego” i będzie nowy prezydent Polski
Sylwester w telewizji. Widzowie masowo przełączali kanały
Końcówka roku to dla telewizji zawsze walka o uwagę. Jedni zostają przy jednej antenie, inni robią klasyczną „wycieczkę pilotem” – sprawdzają, gdzie lepsza oprawa, prowadzący, energia publiczności. I zwykle to się kończy prostym wyborem: zostaję tam, gdzie grają lepiej.
- Polecamy także: Wiśniewski i Mandaryna znowu razem. Te nagrania to potwierdziły
Tym razem było inaczej, bo nagle można było odnieść wrażenie, że dwie stacje… nadają to samo. To nie był jednak wspólny sygnał ani retransmisja. To był zbieg okoliczności, który wyglądał wręcz jak ustawiony.
Ten sam hit w tym samym czasie. Kombi i Kombii na dwóch antenach
W pewnym momencie na dwóch różnych antenach wybrzmiał przebój „Słodkiego, miłego życia”. W programie jednej stacji wystąpił zespół Kombii, w drugiej – Kombi Łosowski.
Dla widza, który nie śledzi historii polskiej sceny od lat, to mogło wyglądać jak drobny szczegół: „Przecież to to samo”. Tyle że właśnie nie. To dwie odrębne formacje, które łączą wspólne korzenie, ale od dawna idą osobnymi drogami.
Spór o nazwę Kombi. Dlaczego zespoły wciąż są mylone?
Źródło zamieszania jest stare jak ta historia. Kombi powstało w 1969 roku z inicjatywy Sławomira Łosowskiego i przez lata zbudowało pozycję hitami, które dziś zna kilka pokoleń. W 1992 roku doszło jednak do rozłamu – Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk odeszli z zespołu, a później zaczęli działać pod innymi nazwami, by ostatecznie przyjąć szyld Kombii (z podwójnym „i”).
Od tamtego czasu oba składy funkcjonują równolegle. Oba grają koncerty, oba wracają do klasyków, oba pojawiają się na wielkich imprezach plenerowych. A ponieważ nazwy brzmią niemal identycznie, część osób do dziś ich nie rozróżnia – szczególnie gdy w tle leci ten sam refren, który wszyscy znają na pamięć.
Swoje stanowisko w tej sprawie wielokrotnie przedstawiał Sławomir Łosowski. I to właśnie jego słowa najlepiej pokazują, dlaczego temat wraca za każdym razem, gdy w telewizji pada hasło „Kombi”:
„Byłem i jestem liderem Kombi. Tego nie zmieni żadne orzeczenie czy wyrok sądowy. Ma to potwierdzenie w rzeczywistości oraz w leksykonach muzycznych, książkach, setkach artykułów czy na okładkach płyt. Więc jak mówi pan o mnie, to o liderze Kombi. A jak o zespole w obecnym składzie, to o Kombi Łosowski”.
I dlatego sylwestrowy zbieg okoliczności zadziałał jak iskra. Ten sam hit, podobne nazwy, ta sama noc i dwie sceny. Dla jednych to była ciekawostka roku. Dla innych – kolejny dowód, że ten spór wciąż żyje, nawet jeśli nikt nie prowadzi go już na pierwszych stronach.
