Wystarczy jedno hasło, by w Polsce ruszyła coroczna fala: kolejki, lukier, zdjęcia pudełek i dyskusje o tym, ile wypada zjeść „na szczęście”. Tyle że obok smaku wraca też drugi temat – ceny, które potrafią odebrać apetyt szybciej niż zimny wiatr w kolejce.
- Czytaj też: Kosiniak-Kamysz nie wytrzymał tuż przed RBN. Zapowiedział to ws. Czarzastego. „To pierwszy taki przypadek”
Tłusty Czwartek 2026. W tekście padają dwie daty, a tradycja i tak robi swoje
W opisie pojawia się informacja, że w tym roku Tłusty Czwartek wypada 27 lutego. Jednocześnie w zapowiedzi dotyczącej oferty wskazano też konkretny dzień dostępności: 12.02. To detal, który może mieszać w głowie, ale jedno się zgadza: temat pączków już żyje własnym życiem, a ludzie zaczynają liczyć nie tylko kalorie, ale i złotówki.
Pączki Magdy Gessler. Dwa smaki, faworki w pudełkach i start od rana
W tekście opisano, że w tym roku w ofercie mają być głównie dwa smaki pączków: róża i malina. Dla fanów chrupania są też faworki, pakowane w ozdobne pudełka. W zapowiedzi pada też godzina otwarcia – lokal ma ruszyć o 8:00 rano, co w praktyce oznacza jedno: klasyczny Tłusty Czwartek z ogonkiem, który potrafi ciągnąć się na kilkadziesiąt metrów.
W materiale zacytowano zachętę organizacyjną:
„Tłusty Czwartek zbliża się wielkimi krokami! Tego dnia (12.02) dostępne będą pączki w dwóch smakach: róża i malina!”
„Paragon grozy” u Gessler. 25 zł za pączka, 130 zł za faworki
Największe emocje budzi jednak to, co zawsze: cena. W tekście podano wprost, że w tym sezonie jeden pączek kosztuje 25 zł – niezależnie od tego, czy jest z różą, czy z maliną. A jeśli ktoś wybiera faworki, musi liczyć się z kwotą 130 zł za opakowanie.
To ten moment, w którym internet co roku dzieli się na dwa obozy: „przesada” kontra „płaci się za jakość i nazwisko”.
Skąd te stawki? W materiale pada argument o jakości i składzie
W opisie pojawia się tłumaczenie, które w tej dyskusji wraca jak bumerang: jakość kosztuje. Wskazano, że pączki mają być smażone na prawdziwym smalcu, a w składzie nie ma być chemicznych ulepszaczy. To ma być produkt dla tych, którzy wolą „jedną konkretną rzecz” zamiast tańszych wypieków z marketu.
W tekście wybrzmiewa też, że mimo narzekań – kolejki i tak się pojawiają, bo Magda Gessler sprzedaje nie tylko ciasto drożdżowe, ale też prestiż i „pewność konkretnego smaku”.
Fenomen nazwiska i jeden dzień, kiedy portfel idzie na bok
Tłusty Czwartek działa na ludzi jak rytuał. Nawet ci, którzy na co dzień liczą wydatki, potrafią tego dnia przymknąć oko na paragon. W materiale podkreślono, że ceny u Gessler stały się elementem popkultury – jedni traktują je jak „podatek od luksusu”, inni jak czystą przesadę.
Jedno jest pewne w tej opowieści: dopóki pod drzwiami stoją ludzie gotowi płacić 25 zł za sztukę, temat będzie wracał co roku – tak samo pewnie jak lukier i obietnica „detoksu od jutra”.
