Najpierw polityczna decyzja, potem pełne prawa – tak w skrócie wygląda koncepcja, która coraz częściej pojawia się w unijnych rozmowach o przyszłości Ukrainy. Część decydentów rozważa wariant, w którym Kijów stałby się członkiem Unii Europejskiej jeszcze przed zakończeniem całego procesu akcesyjnego, a dopiero później stopniowo uzyskiwałby kolejne uprawnienia.
Dlaczego presja na przyspieszenie rośnie?
W tle toczy się wojna i debata o architekturze bezpieczeństwa w Europie. W ocenie wielu analityków los Ukrainy po ewentualnym zawieszeniu broni wpłynie bezpośrednio na stabilność całego kontynentu. Dlatego w Brukseli pojawia się argument, że pozostawienie Ukrainy w długiej, klasycznej kolejce akcesyjnej może okazać się politycznie zbyt kosztowne.
- Zobacz również: Rosja użyła śmiercionośnej broni? Eksperci badają sprawę
Piotr Buras z European Council on Foreign Relations zwraca uwagę, że utrzymywanie dotychczasowego modelu rozszerzenia w nadzwyczajnych warunkach może nie odpowiadać skali zagrożeń.
„Większym ryzykiem niż zmiana byłoby trwanie przy obecnym stanie rzeczy” – ocenia ekspert.
Na czym miałoby polegać nowe rozwiązanie?
Rozważany wariant zakłada formalne przyjęcie Ukrainy do UE przy jednoczesnym ograniczeniu części kompetencji. W pierwszym etapie państwo nie uczestniczyłoby w kluczowych głosowaniach ani nie korzystałoby w pełni z funduszy czy jednolitego rynku. Dopiero po spełnieniu wymogów prawnych i instytucjonalnych zakres praw byłby rozszerzany.
Taki mechanizm miałby pogodzić dwa sprzeczne oczekiwania: szybkie zakotwiczenie polityczne Ukrainy w strukturach europejskich oraz zachowanie rygorystycznych standardów praworządności i reform.
Warunek: pokój i jednomyślność
Choć pojawia się data 2027 rok, w praktyce wszystko zależy od dwóch czynników. Po pierwsze – od sytuacji na froncie i ewentualnego porozumienia z Rosją. Po drugie – od zgody wszystkich 27 państw członkowskich. Bez jednomyślności żadna zmiana traktatowa nie wejdzie w życie.
Sceptyczne stanowisko sygnalizują Niemcy, otwarcie krytyczne pozostają Węgry. W Polsce temat mógłby z kolei stać się elementem kampanii parlamentarnej, która również przypadnie na 2027 rok.
Argument geopolityczny: przyszłość UE
Zwolennicy przyspieszonego modelu przekonują, że stabilna Ukraina w strukturach UE wzmocniłaby bezpieczeństwo całej Wspólnoty. Według tej logiki brak wyraźnej perspektywy członkostwa oznaczałby dla Kijowa ryzyko niestabilności politycznej i gospodarczej, a dla Europy – trwałe napięcie na wschodniej flance.
„To kwestia decydująca dla przyszłości Unii” – podkreśla Piotr Buras.
Rola Komisji Europejskiej
Projekt przyspieszonej integracji zyskałby znaczenie także dla kierownictwa Komisji. Dla przewodniczącej Ursula von der Leyen rozszerzenie UE w obecnej kadencji ma wymiar politycznego zobowiązania. Ostateczna decyzja pozostanie jednak w rękach rządów państw członkowskich.
Symbol czy realna zmiana?
Część obserwatorów uważa, że początkowe „niepełne członkostwo” miałoby przede wszystkim charakter symboliczny – dawałoby Ukrainie formalne miejsce przy europejskim stole, ale bez natychmiastowego wpływu na kształt polityk unijnych. Inni wskazują, że nawet taki krok mógłby przesądzić o geopolitycznym kierunku całego regionu.
Czy 2027 rok okaże się przełomem? Odpowiedź zależy od przebiegu wojny, nastrojów społecznych w państwach UE oraz od tego, czy europejscy liderzy uznają, że czas wyjątkowy wymaga niestandardowych decyzji.
Źródło: Interia
