W amerykańskiej polityce takie scenki wracają jak refren: mocny ton, teatralna anegdota i polityczny przekaz podany w formie żartu. Tym razem Donald Trump opowiedział publicznie o rozmowie z Emmanuelem Macronem, naśladując jego francuski akcent i sugerując, że naciskał na Paryż w sprawie cen leków. W tle pojawiła się też groźba uderzenia w Francję 25-procentowymi cłami.
- Czytaj też: Żona nie przeżyła, dziecko urodzone w 7 miesiącu walczy o życie. Koszmarna tragedia polskiego mistrza
„Nie spodoba ci się ten telefon”. Trump odtworzył rozmowę z Macronem
Trump relacjonował, że miał zadzwonić do prezydenta Francji i uprzedzić go, że rozmowa będzie trudna. W jego wersji Macron miał odpowiadać grzecznie, a Trump szybko przejść do meritum – czyli do tematu, który od lat powraca w amerykańskich sporach o ochronę zdrowia: różnic w cenach leków między USA a Europą.
Prezydent USA przekonywał, że Amerykanie płacą wielokrotnie więcej niż Francuzi. Użył mocnego porównania, podkreślając, że chodzi nie o procenty, tylko o „razy”.
„Płacimy 13 razy więcej”. Wątek cen leków jako polityczny argument
W przytoczonej przez Trumpa anegdocie kluczowa była teza, że europejskie systemy zdrowia – w tym francuski – utrzymują niższe ceny, podczas gdy amerykańscy pacjenci ponoszą dużo większe koszty. Trump przedstawił to jako układ, który chce odwrócić.
Według tej opowieści Macron miał odmówić „podniesienia cen” we Francji. Trump natomiast miał naciskać i stwierdzić, że i tak do tego dojdzie.
„Powiedziałem mu: słuchaj, zrobisz to na 100 proc.”
Groźba 25-procentowych ceł. Francja w roli adresata ostrzeżenia
W dalszej części Trump miał dołożyć element nacisku, który brzmi już mniej jak anegdota, a bardziej jak zapowiedź twardej polityki handlowej. Według relacji prezydenta USA, jeśli Francja nie zgodzi się na jego żądania dotyczące cen leków, Stany Zjednoczone nałożą 25 proc. cła na francuskie towary trafiające na amerykański rynek.
W tym przekazie ważne jest nie tylko to, co Trump mówi o Macronie, ale też sposób, w jaki buduje narrację: jako lider, który „dzwoni, stawia warunki i wymusza decyzje”, a przy okazji pokazuje publiczności, że potrafi traktować sojuszników równie ostro jak rywali.
Co ta scena mówi o stylu Trumpa i atmosferze w relacjach USA–Europa
Nawet jeśli to tylko część politycznego show, taki komunikat idzie w świat wprost: negocjacje mają być zero-jedynkowe, a stawką mogą być nie tylko deklaracje, ale realne narzędzia nacisku – jak cła. Dla europejskich stolic to sygnał, że spory o handel i reguły rynku mogą być przez Waszyngton prowadzone demonstracyjnie i publicznie, bez oglądania się na dyplomatyczne „międzynarodowe uprzejmości”.
