Iran grozi i oskarża te kraje europejskie. Obarcza je winą za atak USA i Izraela
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Władze Iranu otworzyły nowy front politycznej ofensywy i tym razem uderzyły nie tylko w Stany Zjednoczone oraz Izrael, ale także w Europę. W poniedziałek rzecznik irańskiego MSZ Esmail Baghaei oskarżył państwa europejskie o stworzenie warunków, które – zdaniem Teheranu – doprowadziły do amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran i dalszej eskalacji wojny. W jego wypowiedzi pojawił się zarzut, że europejskie stolice zamiast przeciwstawić się presji Waszyngtonu, wspierały działania przeciwko irańskim władzom na forum międzynarodowym.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Teheran wskazuje na Europę

Podczas poniedziałkowego briefingu Esmail Baghaei mówił, że kraje europejskie nie stanęły po stronie prawa międzynarodowego, lecz – według irańskiej narracji – współtworzyły klimat sprzyjający atakowi na Iran. Wypowiedź rzecznika wpisuje się w szerszą linię Teheranu, który od kilku dni próbuje pokazać, że odpowiedzialność za obecną wojnę nie spoczywa wyłącznie na Waszyngtonie i Jerozolimie, ale także na tych partnerach Zachodu, którzy wspierali presję sankcyjną wobec irańskiego reżimu.

Z perspektywy Iranu szczególnie istotny ma być wątek sankcji i rozmów prowadzonych w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Baghaei sugerował, że europejska zgoda na ostrzejszy kurs wobec Teheranu miała ośmielić Stany Zjednoczone i Izrael do dalszych działań militarnych. To jest stanowisko strony irańskiej, a nie ustalenie niezależnych instytucji.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Europa nie weszła do ofensywy, ale napięcie rośnie

Jednocześnie sytuacja wokół Europy pozostaje bardziej złożona. Dostępne relacje wskazują, że państwa europejskie nie przyłączyły się bezpośrednio do ofensywy militarnej USA i Izraela przeciw Iranowi, choć część z nich podejmowała działania obronne lub ewakuacyjne w regionie. Wielka Brytania sygnalizowała wcześniej gotowość do udziału tylko w działaniach defensywnych, a nie ofensywnych.

Równocześnie Iran już kilka dni temu ostrzegał, że kraje europejskie, które weszłyby do wojny po stronie USA i Izraela, mogłyby zostać uznane za „legitymowane cele”. To pokazuje, że Teheran od początku stara się wywierać presję nie tylko militarną, ale i polityczną na państwa Zachodu.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Putin stanął po stronie Teheranu

W tle poniedziałkowej konferencji pojawił się też ważny sygnał z Moskwy. Władimir Putin oficjalnie zadeklarował wsparcie dla nowego najwyższego przywódcy Iranu, Modżtaby Chameneiego, i zapewnił o solidarności z Teheranem. Rosyjski prezydent podkreślił, że Rosja pozostaje wiarygodnym partnerem Iranu i będzie go wspierać w czasie obecnego kryzysu.

To ważny ruch polityczny, bo pokazuje, że Iran próbuje budować szerszy blok wsparcia w chwili, gdy konflikt z Izraelem i USA wszedł w nową, bardziej niebezpieczną fazę. Jednocześnie wybór Modżtaby Chameneiego i szybkie poparcie ze strony struktur siłowych w Iranie sugerują, że władze w Teheranie chcą pokazać stabilność wewnętrzną mimo wojny i presji międzynarodowej.

Teheran zaostrza przekaz wobec Zachodu

Dzisiejsze słowa irańskiego MSZ pokazują, że Teheran nie zamierza ograniczać się do odpowiedzi militarnej. Równolegle trwa ofensywa dyplomatyczna i propagandowa, w której Iran próbuje przekonać opinię publiczną, że wojna została wywołana przez szeroki blok zachodnich państw, a nie wyłącznie przez dwa kraje. Taki przekaz może być skierowany zarówno do odbiorców wewnętrznych, jak i do państw globalnego Południa, które z dystansem patrzą na działania Zachodu. To jest wniosek z tonu obecnych wypowiedzi i ich politycznego kontekstu.

Jedno widać już teraz bardzo wyraźnie – konflikt wokół Iranu nie jest dziś tylko wojną rakiet, dronów i uderzeń lotniczych. To także walka o narrację, odpowiedzialność i międzynarodowe sojusze. A Europa, nawet bez bezpośredniego udziału w ofensywie, coraz częściej jest w tę narrację wciągana.