Awans Mai Chwalińskiej do finału Roland Garros zachwycił kibiców nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Za sukcesem 24-letniej tenisistki stoi jednak historia, o której do tej pory wiedziało niewielu. O kulisach wieloletniej walki, kontuzjach, zwątpieniu otoczenia i ogromnej roli menedżera Piotra Szczypki opowiedział w rozmowie z Interią lek. Jan Paradowski, chirurg-ortopeda, który przez lata pomagał zawodniczce wracać do zdrowia.
Nikt nie spodziewał się finału Roland Garros
Jan Paradowski przyznał, że przed rozpoczęciem turnieju liczył na dobry wynik Mai Chwalińskiej, ale nikt z jej otoczenia nie zakładał, że Polka zajdzie aż tak daleko.
Lekarz wspomina, że jeszcze przed rozpoczęciem zmagań w Paryżu żartobliwie zapowiedział menedżerowi zawodniczki, że przyleci do Francji, jeśli tenisistka awansuje do czwartej rundy.
Tak też się stało. Musiał zmienić wcześniejsze plany rodzinne i w ekspresowym tempie polecieć do Paryża, by wspierać zawodniczkę podczas kolejnych meczów.
Dziś przyznaje, że to, co wydarzyło się na kortach Rolanda Garrosa, przypomina bardziej bajkę niż sportową rzeczywistość.
– Tego sukcesu i tej sytuacji, tu i teraz, nikt z nas się nie spodziewał. Oczywiście bardzo liczyliśmy na dobry wynik jadąc na turniej, bo zawsze walczymy o najwyższą stawkę. Natomiast tego, co zrobiła w Paryżu, nikt się nie spodziewał – podkreślił.
Maja Chwalińska przez lata czekała na swój moment
Zdaniem lekarza sukces nie pojawił się przypadkiem.
Paradowski zwraca uwagę na ogromną pracę wykonaną przez samą zawodniczkę oraz sztab szkoleniowy. Szczególnie wyróżnił głównego trenera Jaroslava Machovsky’ego oraz specjalistę od przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka.
To właśnie konsekwentna praca nad przygotowaniem motorycznym miała sprawić, że Chwalińska zaczęła regularnie robić postępy.
Jednocześnie podkreślił, że sama tenisistka od lat świadomie budowała swój zespół i dobierała ludzi, którzy mieli wspierać ją w drodze do wielkiego sukcesu.
Według niego profesjonalizm Mai wykracza daleko poza sam tenis i obejmuje również umiejętność zarządzania własną karierą.
„Piotr stał przy Mai przez 15 lat”
Najbardziej emocjonalna część rozmowy dotyczyła jednak osoby, o której kibice słyszą znacznie rzadziej niż o trenerach czy samej zawodniczce.
Lekarz nie ukrywał, że ogromną rolę w sukcesie tenisistki odegrał jej menedżer Piotr Szczypka.
– To, co oni przeszli, Maja i Piotr, jest nieprawdopodobne. Ile nieszczęść, ile cierpienia, ile nieprzyzwoitości i niegodziwości ich spotkało, a Piotr stał przy Mai. Wierzył w nią niezłomnie przez 15 lat, gdy każdy mówił, że jest za niska, nie umie, to bez sensu, nie damy pieniędzy, odczepcie się. To jest gigantyczna historia – powiedział Jan Paradowski.
Jak podkreślił, Szczypka przez lata nie tylko organizował kolejne wyjazdy i starty, ale również finansowo wspierał rozwój zawodniczki, nie tracąc wiary w jej potencjał nawet wtedy, gdy wielu ludzi odwracało się od niej.
– Na pierwszym miejscu umieściłbym Maję, a na drugim Piotra – zaznaczył.
Kariera Mai Chwalińskiej wisiała na włosku
W rozmowie nie zabrakło także wątku zdrowotnego.
Paradowski przypomniał, że przez wiele lat Maja Chwalińska zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi, które kilkukrotnie mogły zahamować rozwój jej kariery.
Największym wyzwaniem okazały się kontuzje kolana. W pewnym momencie zawodniczka nie była już w stanie normalnie trenować ani uczestniczyć w turniejach.
Lekarz przyznał, że konieczne było leczenie operacyjne oraz bardzo precyzyjnie zaplanowana rehabilitacja.
Nie zdradził szczegółów medycznych ze względu na tajemnicę lekarską, ale potwierdził, że powrót zawodniczki do pełnej sprawności wymagał ogromnego zaangażowania wielu specjalistów.
„On koordynował wszystko dzień po dniu”
Po raz kolejny w rozmowie pojawiło się nazwisko Piotra Szczypki.
Według Jana Paradowskiego menedżer odegrał kluczową rolę również podczas leczenia i rehabilitacji tenisistki.
To on miał koordynować współpracę lekarzy, fizjoterapeutów i trenerów pracujących w różnych miastach Polski.
– Musieliśmy niemal dzień po dniu ją monitorować i wyznaczać kierunki. To wielka zasługa Piotra. On to wszystko koordynował, cały czas wszystko sprawdzał i wkładał całe swoje serce oraz własny czas – podkreślił lekarz.
Dziś, gdy Maja Chwalińska stoi przed szansą na największy sukces w karierze, osoby od lat związane z jej drogą nie mają wątpliwości, że za tym wynikiem kryją się nie tylko talent i ciężka praca, ale również lata walki z przeciwnościami, których kibice często nie widzieli.
Autor wywiadu i źródło: Artur Gac (Interia)
