Wystarczył jeden konkurs, jeden skok i jeden medal, żeby o Kacprze Tomasiaku zaczęto mówić wszędzie. Dla kibiców wyglądało to jak nagły wystrzał formy, niemal z marszu. Tyle że za tym sukcesem od dawna stoi coś więcej niż sama dyspozycja dnia – rodzina, która latami trzymała ten projekt w ryzach.
Rodzina Kacpra Tomasiaka. Tam sport zaczął się dużo wcześniej niż olimpijska scena
Im większa popularność, tym częściej pojawia się pytanie: skąd on się wziął i kto go prowadził. W przypadku Tomasiaka odpowiedź nie prowadzi do jednego przełomowego momentu, tylko do codzienności. Do domu, w którym sport traktowano poważnie, ale nie pozwolono mu przykryć wszystkiego.
W opowieści o jego drodze przewija się jedno słowo: systematyczność. Treningowa, mentalna, organizacyjna. A obok tego konsekwencja, żeby rozwój nie kończył się na zeskoku z progu.
Ojciec Kacpra Tomasiaka – trener, który prowadził syna od pierwszych lat
Kluczową postacią w sportowej drodze Kacpra jest jego ojciec, Wojciech Tomasiak. To on miał wprowadzać syna w świat skoków narciarskich i pilnować rozwoju od początku. W tekście pojawia się też informacja, że jako trener skoków narciarskich w klubie SMS Szczyrk miał kompetencje, by planować trening, obserwować postępy i reagować, gdy na kolejnych etapach pojawiały się trudniejsze momenty.
W tej historii ojciec nie jest opisany wyłącznie jako szkoleniowiec. Pada określenie mentora – kogoś, kto potrafił motywować, korygować błędy i trzymać kurs bez nerwowych ruchów. To ma być fundament, który sprawił, że rozwój przebiegał bez pośpiechu i przypadkowych decyzji.
Mama Kacpra Tomasiaka i nacisk na edukację. Sport nie miał przesłonić reszty życia
Drugi filar to mama. W tekście wybrzmiewa, że od początku pilnowała, by sport nie zdominował wszystkiego, a szczególny nacisk kładła na naukę. Pojawia się też informacja, że ukończyła Akademię Pedagogiczną w Krakowie, co miało jej pomagać wspierać syna mądrze, także pod kątem psychologicznym i dietetycznym.
- Zobacz także: Pilne wieści obiegły Polskę. Żurek uruchamia „opcję atomową”. Takiego ciosu Ziobro się nie spodziewał
W rozmowie przywołanej w tekście Wojciech Tomasiak mówi o tym wprost:
Żona kończyła w Krakowie Akademię Pedagogiczną i to ona kładła szczególnie duży nacisk na to, by syn nie zaniedbywał nauki. Powtarzaliśmy mu, że skoro ma inne talenty poza sportem, to też powinien je rozwijać. Jemu wiedza łatwo wchodzi do głowy, z uwagi na starty i zgrupowania często opuszczał zajęcia, ale wystarczyło, że przejrzał materiał na przerwie między lekcjami i bez problemu zaliczał przedmiot na bardzo dobrą ocenę. Zawsze jednak naciskaliśmy na to, by się tym nie zadowalał – stwierdził Wojciech Tomasiak w rozmowie z TVP Sport.
To jest jeden z tych fragmentów, które zmieniają perspektywę. Medal przestaje wyglądać jak przypadek, a zaczyna jak efekt domu, gdzie ambicja nie kończyła się na skoczni.
Czworo rodzeństwa i dom, w którym skoki są codziennością
W tekście zaznaczono też, że Kacper wychowywał się w licznej rodzinie – ma czworo rodzeństwa. Dwaj młodsi bracia, Filip i Konrad, mają interesować się skokami i rozpoczynać treningi, co pokazuje, że sportowa pasja krąży po domu szerzej. Najmłodszy brat Janek ma cztery lata, więc na razie trudno mówić o jakiejkolwiek sportowej przyszłości. Jest też siostra Emilia, która – jak podano – wybrała inną drogę i nie planuje wiązać życia ze sportem.
I właśnie te detale składają się na obraz zaplecza, o którym zwykle mówi się najciszej. A bez którego medal często w ogóle nie miałby szans się wydarzyć.
