Wystarczył jeden wpis, by w środowisku tenisowym zawrzało. Tym razem w centrum uwagi znalazł się Tomasz Świątek, który w emocjonalny sposób odpowiedział na krytykę dotyczącą relacji jego córki, Igi Świątek, z psycholożką Darią Abramowicz. Sprawa szybko przestała być tylko internetową wymianą zdań. Do głosu doszli też ci, którzy znają początki kariery najlepszej polskiej tenisistki.
- Czytaj też: Wojna o Trybunał Konstytucyjny. Koalicja szykuje plan awaryjny na wypadek ruchu Nawrockiego
- Polecamy także: Kolejne weto Nawrockiego. „Chodzi o bezpieczeństwo dzieci”
Mocny wpis ojca Igi Świątek wywołał lawinę reakcji
Tomasz Świątek przez lata uchodził za osobę wyważoną i unikającą publicznych konfliktów. Tym razem było inaczej. Jego wpis, skierowany do komentatora Lecha Sidora i pierwszego trenera Igi – Artura Szostaczki – był bezpośredni i wyjątkowo ostry.
„Co żeście obaj osiągnęli, prawie nic, zajmijcie się swoimi ogonkami. G….. wiesz jeden z drugim w nogach śpisz”
Te słowa szybko obiegły środowisko tenisowe i wywołały szeroką dyskusję. Tym bardziej że wcześniej obaj rozmówcy w audycji „Trzeci serwis” nie używali języka, który można by uznać za obraźliwy. Ich komentarze dotyczyły głównie roli Darii Abramowicz w sztabie Igi Świątek i specyfiki ich współpracy.
Artur Szostaczko odpowiada. „Zostaliśmy zbiczowani”
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Artur Szostaczko odniósł się do sprawy w rozmowie z Polska Press i nie ukrywał zaskoczenia.
„Zostaliśmy zbiczowani przez ojca Igi, Tomasza, który chyba nie zrozumiał naszego przekazu”
Szkoleniowiec podkreślił swoje doświadczenie i kompetencje, ale też jasno zaznaczył, że słowa Tomasza Świątka były dla niego niezrozumiałe.
„Jestem dyplomowanym i wykształconym trenerem. W Niemczech w ciągu kilku lat zdobyłem wszystkie stosowne uprawnienia, które każdy trener tenisa powinien zrobić. Sam też grałem w tenisa. Pan Tomasz nas obraził. Nie zrozumiałem za bardzo jego wypowiedzi. Czy chodziło o to, że jesteśmy psami, które nic nie potrafią?”
„Powinien nas przeprosić”. Szostaczko nie zostawia wątpliwości
W dalszej części rozmowy Szostaczko nie złagodził tonu. Jego zdaniem reakcja ojca tenisistki była nie tylko nieadekwatna, ale też przekroczyła granice.
„Myślę, że Tomasz jest świadomy tego, że zachował się źle i poniżej pasa. Każdy musi się zastanowić, jak wypowiada się publicznie i myślę, że też publicznie powinien nas za te słowa przeprosić”
To wyraźny sygnał, że konflikt nie zakończy się szybko, jeśli nie pojawi się próba jego załagodzenia.
W tle wracają początki kariery Igi Świątek
Najbardziej zaskakujący fragment wypowiedzi Szostaczki dotyczył jednak przeszłości. Trener wrócił do momentu, gdy Iga Świątek była jeszcze dzieckiem i stawiała pierwsze kroki na korcie.
„Tomasz zadzwonił do mnie i powiedział, że ich nie stać dalej na zajęcia, a miałem też pod opieką siostrę Igi, Agatę. Tomasz chyba zapomniał, że ten dziś zły trener, czyli ja, po tamtej rozmowie załatwił w dwie godziny sponsora na kilka lat i że Iga oraz Agata trenowały ze mną przez kolejne trzy lata”
To właśnie ta historia rzuca nowe światło na relacje między trenerem a rodziną tenisistki. Szostaczko sugeruje, że jego rola w początkowym etapie kariery była kluczowa.
„Gdy się rozstaliśmy, mieli tego sponsora jeszcze przez około rok, gdy już przenieśli się na Merę. A potem była Legia, ale tę dalszą historię chyba wszyscy znają. Więc tak naprawdę nie wiem, czy dziś byłby w ogóle temat Igi Świątek i jak dalej to wszystko by się potoczyło. Bo Iga w ogóle w tenisa mogła dalej nie grać”
Wizerunkowy moment dla Igi Świątek
Cała sytuacja pojawia się w trudnym momencie dla samej zawodniczki. Iga Świątek straciła niedawno pozycję wiceliderki rankingu po porażce w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Teraz przygotowuje się do kolejnego startu – turnieju Miami Open.
W takich okolicznościach każdy dodatkowy szum wokół jej osoby może mieć znaczenie. Konflikt, który przeniósł się z audycji sportowej do mediów i przestrzeni publicznej, zaczyna mieć wymiar nie tylko sportowy, ale też wizerunkowy. Na razie nie wiadomo, czy Tomasz Świątek zdecyduje się na gest pojednania. Jedno jest pewne – temat nie zniknie szybko, bo dotyka nie tylko bieżących napięć, ale też fundamentów kariery jednej z największych gwiazd polskiego sportu.
