W niedzielny poranek Iran przeprowadził kolejne uderzenia rakietowe i dronowe na Bliskim Wschodzie. Eksplozje odnotowano w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Bahrajnie, a nad Dohą pojawiły się kłęby dymu. Jednocześnie w części Izraela uruchomiono systemy alarmowe. Tym samym napięcie między Teheranem, USA i Izraelem wyraźnie wzrosło.
Rakiety nad Dubajem i Dohą. Są ranni
Według informacji przekazanych przez władze Kataru w ich kierunku wystrzelono 65 rakiet oraz 12 dronów. Choć systemy obrony powietrznej przechwyciły większość celów, część pocisków spadła na teren kraju. W efekcie osiem osób zostało rannych, a jedna znajduje się w stanie krytycznym.
- Zobacz również: Rosja użyła śmiercionośnej broni? Eksperci badają sprawę
Do wybuchów doszło również w rejonie Dubaju oraz w Manamie, stolicy Bahrajnu. Ponadto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich potwierdzono „incydenty” w pobliżu lotnisk w Dubaju i Abu Zabi. W jednym z nich zginęła jedna osoba, a siedem zostało rannych. W konsekwencji część połączeń lotniczych została czasowo zawieszona.
Co więcej, według dostępnych informacji celem ataków była także infrastruktura wojskowa i strategiczna.
Izrael odpowiada systemami obronnymi
Równolegle izraelskie siły zbrojne poinformowały o wystrzeleniu pocisków w kierunku ich terytorium. W kilku regionach kraju zawyły syreny, a systemy obrony przeciwrakietowej rozpoczęły przechwytywanie nadlatujących obiektów.
Tymczasem obecna fala ataków ma być reakcją Iranu na wcześniejsze uderzenia przeprowadzone przez USA i Izrael. W sobotę w regionie użyto setek rakiet i dronów, co znacząco zwiększyło ryzyko otwartej wojny. W rezultacie Bliski Wschód znalazł się w jednym z najpoważniejszych kryzysów ostatnich lat.
Teheran zapowiada „druzgocące ciosy”
W telewizyjnym wystąpieniu przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf podkreślił, że Iran jest gotowy na „każdy scenariusz”. Jednocześnie w ostrych słowach odniósł się do przywódców Stanów Zjednoczonych i Izraela.
„Przekroczyliście naszą czerwoną linię i musicie za to zapłacić. Zadamy tak druzgocące ciosy, że sami będziecie zmuszeni błagać o wybaczenie”.
Co istotne, Teheran nie wyklucza kolejnych ataków, w tym wymierzonych w amerykańskie bazy wojskowe w regionie.
Donald Trump ostrzega Iran
Na rozwój sytuacji zareagował również prezydent USA Donald Trump. We wpisie w mediach społecznościowych zapowiedział zdecydowaną odpowiedź w przypadku dalszej eskalacji.
„Lepiej, żeby tego nie robili, bo inaczej uderzymy w nich z siłą, jakiej nigdy wcześniej nie widziano!”.
Chociaż w wywiadzie telewizyjnym nie przesądził, czy mamy do czynienia z formalną wojną, zaznaczył, że Waszyngton pozostaje w pełnej gotowości. Tym samym Stany Zjednoczone wysyłają jasny sygnał, że kolejne uderzenia spotkają się z reakcją.
Kluczowe cele pod ostrzałem. Konflikt wchodzi w nową, groźniejszą fazę
Tym razem uderzenia nie miały charakteru demonstracyjnego. Według napływających informacji celem ataków stały się międzynarodowe lotniska w Dubaju i Abu Zabi, infrastruktura w rejonie Dohy, a także elementy baz wojskowych i obiektów strategicznych w państwach Zatoki Perskiej. Pociski wymierzono w miejsca o kluczowym znaczeniu dla transportu lotniczego, bezpieczeństwa militarnego i stabilności gospodarczej regionu.
Atak na lotniska to sygnał szczególnie niepokojący. Porty lotnicze w Dubaju i Abu Zabi należą do najważniejszych hubów przesiadkowych świata, obsługujących miliony pasażerów rocznie oraz ogromny ruch cargo. Uderzenie w takie obiekty oznacza nie tylko wymiar militarny, ale również potencjalne skutki dla międzynarodowego handlu, logistyki i rynku energii.
Co więcej, jeśli potwierdzą się informacje o celowaniu w amerykańskie instalacje wojskowe, konflikt może przekroczyć dotychczasowe ramy regionalnej wymiany ognia. Wówczas eskalacja nabrałaby charakteru bezpośredniej konfrontacji między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, z udziałem Izraela.
Eksperci podkreślają, że atakowanie infrastruktury strategicznej to krok, który zwykle poprzedza długotrwałą i otwartą fazę konfliktu. Dlatego obecna sytuacja wskazuje, że napięcie na Bliskim Wschodzie wchodzi w najbardziej niebezpieczny etap od lat, a każdy kolejny ruch jednej ze stron może uruchomić łańcuch reakcji trudnych do zatrzymania.
Panika w Iranie i niepewność w regionie
Według doniesień medialnych w Iranie rośnie niepokój. Część mieszkańców opuszcza duże miasta, inni robią zapasy żywności i paliwa. W rezultacie na stacjach benzynowych tworzą się długie kolejki.
Choć żadna ze stron nie ogłosiła formalnie wojny, seria ataków i ostrych deklaracji wskazuje na szybką eskalację konfliktu. Jeśli wymiana ognia nie zostanie zatrzymana, region może stanąć w obliczu znacznie szerszej konfrontacji.
