To zachowanie Czarzastego zdziwiło nawet ludzi Nawrockiego. Zwrócili uwagę na jedno
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Gdy zakończyły się obrady w Pałacu Prezydenckim, w powietrzu nie było ulgi. Było napięcie. I wrażenie, że sprawa, która miała zostać wyjaśniona, dopiero nabiera rozpędu. Padały słowa o bezpieczeństwie państwa, o dostępie do informacji ściśle tajnych i o tym, że druga osoba w państwie nie może zostawiać po sobie cienia wątpliwości.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Rada Bezpieczeństwa Narodowego o Czarzastym i dostępie do tajnych informacji

Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego zwołane przez prezydenta Karola Nawrockiego zakończyło się po godzinie 20. W spotkaniu uczestniczyli premier, ministrowie oraz liderzy ugrupowań sejmowych. W agendzie znalazły się kwestie programu SAFE, Rady Pokoju, a także temat, który rozgrzał salę najmocniej – poświadczenia bezpieczeństwa i wschodnie kontakty marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

W trakcie jawnej części obrad prezydent przedstawił swoje stanowisko. Po spotkaniu narrację Pałacu Prezydenckiego rozwijał szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Podkreślał, że nie chodzi o polityczne starcie twarzą w twarz, tylko o sprawę systemową.

„To nie jest spór na linii prezydent Nawrocki – marszałek Czarzasty. To nie jest nawet kwestia sporu na linii prezydent Rzeczypospolitej – marszałek Sejmu. Tutaj linia sporu jest między bezpieczeństwem, a pytaniem o to bezpieczeństwo i czy jesteśmy dzisiaj w takim stanie, że druga osoba w państwie ma rzeczywiście z jednej strony dostęp na mocy ustawy do informacji, do poziomu ściśle tajnych, ale z drugiej strony pojawiają się te daleko idące wątpliwości”.

Bogucki mówił też wprost, że – w jego ocenie – marszałek nie rozwiał wątpliwości w trakcie posiedzenia.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

„Pan marszałek uznał, że właściwie nie będzie odpowiadał na te pytania, czy rozwiewał wątpliwości”.

Jednocześnie zapowiedziano, że temat nie zostanie zamknięty. Prezydent ma kierować kolejne pytania do ministra koordynatora służb specjalnych. Bogucki tłumaczył, że ma to być działanie „do spodu”, bez gry na emocjach i sympatie.

„Żeby do spodu wyjaśnić tę sprawę, nie z uwagi na ciekawość, nie z uwagi na walkę polityczną, nie z uwagi na takie czy inne sympatie, czy animozje między politykami, czy walkę polityczną. Tylko z uwagi na bezpieczeństwo państwa i brak jakichkolwiek wątpliwości co do drugiej osoby w państwie”.

Bogucki i Przydacz po posiedzeniu RBN: wątpliwości nie zostały rozwiane

Po wielogodzinnych rozmowach swoje podsumowanie przedstawił także Marcin Przydacz. Jego ton był krytyczny i wyraźnie rozczarowany. Najpierw mówił o skali niejasności i o tym, jak wiele znaków zapytania nadal wisi nad sprawą.

„Muszę powiedzieć, że jestem bardzo mocno zaskoczony tym, jak słabo zbadana przez organy państwa polskiego jest to sprawa, jak dużo znaków zapytania w tej sprawie nie tylko pojawiało się w debacie publicznej, ale dziś”.

A potem padła konkluzja, która wybrzmiała jak ostrzeżenie. Po sześciu godzinach – zamiast domknięcia – Przydacz deklarował jeszcze większy niepokój.

„Po sześciogodzinnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, muszę państwu z przykrością powiedzieć, że we mnie te znaki zapytania nie zostały rozwiane, wręcz przeciwnie”.

W tle całej sprawy powracają publikacje medialne oraz materiał telewizyjny, na podstawie których formułowano pytania o to, czy Włodzimierz Czarzasty przez pewien czas miał zasiadać w sejmowej komisji ds. służb specjalnych bez przejścia procedury sprawdzającej ABW, a ewentualne sprawdzenie mogłoby dotyczyć relacji rodzinnych i biznesowych z obywatelką Rosji powiązaną – według opisów – ze środowiskiem finansowym kontrolowanym przez Kreml.

Opisano także powiązania wokół spółki hotelowej, w której udziały ma wspomniana Rosjanka, a funkcję wiceprezesa pełni Małgorzata Czarzasty. Podkreślano, że ona i Włodzimierz Czarzasty mają być akcjonariuszami większościowego udziałowca tej spółki. To te wątki stały się paliwem dla pytań o ryzyka w kontekście dostępu do informacji niejawnych.

Po stronie Pałacu Prezydenckiego i polityków PiS wraca argument zasadniczy: marszałek Sejmu jest drugą osobą w państwie i z mocy prawa ma dostęp do najbardziej wrażliwych dokumentów. W ich ocenie nawet medialne wątpliwości powinny zostać wyjaśnione do końca, bo stawką jest wiarygodność państwa.

Czarzasty i Nowa Lewica odpowiadają na zarzuty o wschodnie kontakty

Sam Włodzimierz Czarzasty odniósł się do zarzutów krótko i jednoznacznie. Nie wdawał się w długie tłumaczenia, nie otwierał nowej narracji. Postawił kropkę.

„W żadnej sprawie nie mam sobie nic do zarzucenia”.

Stanowisko Nowej Lewicy przedstawił jej rzecznik Łukasz Michnik. Odrzucił zarzuty, wskazując na insynuacyjny charakter materiału, który stał się paliwem dla politycznej burzy.

„Reportaż wyemitowany przez Telewizję Republika opiera się wyłącznie na niedopowiedzeniach i insynuacjach”.

W tym samym tonie padło zapewnienie, że marszałek spełnia wymogi formalne dotyczące dostępu do informacji niejawnych, również tych o najwyższych klauzulach.

„Należy podkreślić, że marszałek Czarzasty posiada wszelkie niezbędne poświadczenia bezpieczeństwa i dostęp do informacji niejawnych o najwyższych klauzulach”.

I tu właśnie tworzy się zderzenie, które po RBN tylko się pogłębiło. Z jednej strony Pałac Prezydencki i politycy PiS mówią o konieczności rozwiania wątpliwości „do spodu”, bo gra toczy się o bezpieczeństwo państwa. Z drugiej – Nowa Lewica przekonuje, że mamy do czynienia z insynuacjami, a formalnie wszystko się zgadza.

Po sześciu godzinach rozmów nikt nie wyszedł z sali z poczuciem, że sprawa jest zamknięta. A zapowiedź kolejnych pytań do służb sugeruje, że to dopiero początek następnego rozdziału.