Violetta Kapcewicz od początku tej edycji miała wokół siebie szum – nie tylko ten dobry. Były zachwyty, ale była też krytyka, która potrafi przyklejać się do faworytów jak cień. Ona jednak robiła swoje. A kiedy przyszło do finału, nie zostawiła widzom wątpliwości.
Violetta Kapcewicz wygrała 7. edycję „The Voice Senior”. Mierzyła się z krytyką
7. edycję „The Voice Senior” wygrała Violetta Kapcewicz. W trakcie programu mierzyła się z komentarzami internautów, którzy podważali jej udział w formacie. Część widzów uważała, że ma zbyt bogate doświadczenie zawodowe związane ze śpiewem i nie powinna rywalizować z amatorami.
Tuż przed finałem Kapcewicz tłumaczyła, jak wygląda ta sprawa. Krytyka nie zatrzymała jej jednak ani na krok. W finale – w głosowaniu widzów – to właśnie ona sięgnęła po zwycięstwo.
Przesłuchania w ciemno i decyzja o trenerze. Trzy fotele i wybór Piasecznego
Kapcewicz była wskazywana jako faworytka od samego początku. Na etapie przesłuchań w ciemno zaśpiewała utwór „Dla ciebie jestem sobą”, a jej występ sprawił, że odwróciły się aż trzy fotele. Wtedy podjęła decyzję, że jej trenerem będzie Andrzej Piaseczny.
Ten wybór okazał się kluczowy, bo w finale zespół Piasecznego mógł świętować zwycięstwo swojej uczestniczki.
Andrzej Piaseczny gratulował po finale. „Życzył, żebym to dalej ciągnęła”
Dopiero po emisji finałowego odcinka Violetta Kapcewicz, przed kamerami Pomponika, opowiedziała o tym, jakim trenerem był dla niej Andrzej Piaseczny. W rozmowie padły też słowa o tym, co usłyszała od niego po wygranej – i co zostanie już tylko między nimi.
Niektóre słowa zostaną tylko dla nas, ale pogratulował oczywiście. Życzył, żebym to dalej ciągnęła, bo szkoda by było zmarnować taką szansę. Ma nadzieję, że to się rozwinie
Piaseczny – jak wynika z relacji uczestniczki – zachęcał ją, by wykorzystała popularność, jaką dał program, i nie odpuszczała po zejściu ze sceny.
„Luzacki”, ale wymagający. Kapcewicz o pracy z „Piaskiem”
Zwyciężczyni 7. edycji „The Voice Senior” podkreśliła, że Piaseczny był bardzo „luzackim” trenerem. Jednocześnie – jak powiedziała – potrafił być wymagający. Zaznaczyła też, że w jej przypadku było nieco inaczej, bo potrzebowała mniej uwagi niż część osób z drużyny.
Był wymagający na pewno, może wobec mnie troszkę mniej. Ja jego uwagi i sugestie wzięłam pod uwagę, ale on u mnie nie miał za wiele do przekazania. Mam nadzieję, że podołałam uwagom, które w pewnym utworze miał do mnie
To wyznanie brzmi jak opis współpracy, w której jest przestrzeń i zaufanie, ale są też konkretne oczekiwania. Bez przesadnego prowadzenia za rękę.
Najważniejsza rada Piasecznego. „Żeby się nie przejmować”
Na koniec Kapcewicz podkreśliła jeszcze jedno: najważniejszą radą, jaką usłyszała od Piasecznego, było to, by się nie przejmować. Dodała, że wspierał ją również w trudniejszych momentach.
I być może właśnie to zagrało najmocniej w tej historii – nie tylko talent i wygrana, ale też spokój, który trzeba mieć, gdy wokół trwa dyskusja, czy „wypada” być faworytką.
