Kaczyński w szpitalu, a tu takie wieści. Prezes szuka „nowego Nawrockiego”. W całej Polsce aż huczy
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Na zewnątrz – cisza. W środku – kalkulacje, rozmowy i testowanie lojalności. W Prawo i Sprawiedliwość coraz częściej słychać, że kolejna walka o władzę nie może wyglądać jak powtórka z poprzednich lat. Zmęczenie konfliktem, wypalenie znanych twarzy i presja na świeżość mają pchnąć partię w stronę ruchu, który już raz zadziałał – postawienia na kandydata, który nie zdążył się „zużyć” w codziennych sporach.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

I właśnie dlatego w kuluarach krąży jedno porównanie: ma być „drugi” Karol Nawrocki – ktoś, kto nie jest twarzą starych bitew, ale potrafi unieść ciężar kampanii.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Strategia nowej twarzy i logika prezesa

W kierownictwie partii dominuje przekonanie, że wyborcy nie muszą chcieć rewolucji programowej – ale mogą chcieć nowego opakowania i nowej energii. Stąd pomysł politycznego restartu: kandydat ma wyglądać jak świeży start, a jednocześnie nie może podważać kierunku ideowego ugrupowania.

Taka strategia ma swoją twardą logikę. Zamiast wprowadzać na czoło osobę obciążoną latami medialnych wojen, lepiej wypchnąć kogoś, kto nie jest kojarzony z codzienną awanturą. Tyle że to nie jest proste „odmłodzenie”. To precyzyjne balansowanie:

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});
  • z jednej strony ktoś, kto przyciągnie umiarkowanych,

  • z drugiej ktoś, kto nie wywoła buntu w twardym zapleczu i strukturach terenowych.

W tym miejscu zaczyna się prawdziwa gra – bo w PiS każdy awans to nie tylko kariera jednej osoby, ale zmiana układu sił w całym środowisku.

Nazwiska, frakcje i ukryta hierarchia wpływów

Z rozmów i spekulacji wynika, że lista jest szeroka, a różnorodność nie jest przypadkowa. Jedni wolą polityka „zahartowanego”, bo kampania bywa brutalna. Inni mówią odwrotnie: dziś największą przewagą może być brak politycznego bagażu.

Wśród przewijających się nazwisk pojawiają się m.in.:

  • Przemysław Czarnek

  • Zbigniew Bogucki, wskazywany jako szef Kancelaria Prezydenta RP

  • Tobiasz Bocheński

  • Tomasz Szatkowski – jako kandydatura, o której w ostatnim czasie zrobiło się głośniej

  • Piotr Nowak – opisywany jako ekonomista i menedżer z doświadczeniem urzędniczym

I tu dochodzimy do sedna: każde nazwisko ma swój „ogon” w postaci środowisk, które rosną w siłę albo tracą. Dlatego wybór nie jest jedynie decyzją marketingową. To decyzja o tym, kto będzie rozdawał karty w partii.

Właśnie dlatego najbardziej kuszący bywa wariant kompromisowy: osoba, która nie należy jednoznacznie do żadnej frakcji i może zostać zaakceptowana przez różne skrzydła. Taki kandydat nie rozpala wojny domowej, ale daje prezesowi kontrolę nad kierunkiem ruchu.

Dziedzictwo władzy i pytanie o moment odejścia

Na tym tle rośnie temat, o którym w PiS mówi się ostrożnie – przyszłość samego Jarosław Kaczyński. Wybór następcy na „twarz” projektu to nie tylko operacja pod kampanię. To też próba zabezpieczenia dorobku i utrzymania partii w ryzach, gdy przyjdzie czas zmiany pokoleniowej.

Paradoks jest oczywisty: idealny kandydat musi być jednocześnie samodzielny i przewidywalny. Ma prowadzić partię w nowej rzeczywistości, ale nie może wysadzić fundamentów, na których ją zbudowano. To napięcie sprawia, że decyzja może się przeciągać, a listy nazwisk – zmieniać.

I dlatego najbardziej realny bywa scenariusz, który na pierwszy rzut oka wydaje się najmniej medialny. W tej układance często wygrywa nie ten, kto dziś błyszczy, tylko ten, kto w odpowiednim momencie pasuje do strategii – i nie zagra zbyt ostro przeciwko własnemu obozowi.