To miało być zwykłe spotkanie w sercu stolicy. Ludzie przyszli do galerii, rozmawiali, oglądali zdjęcia. Nagle ktoś zasłabł. W kilka chwil atmosfera zmieniła się nie do poznania. Zmarł Adam Chełstowski, znany fotograf i fotoreporter, związany z agencją Forum. Miał 50 lat.
- Czytaj też: Śmierć nienarodzonego dziecka i 30-latki. Sąd wydał decyzję w sprawie oskarżonych lekarzy.
Adam Chełstowski nie żyje. Do tragedii doszło podczas spotkania w galerii ZPAF
Do śmierci Adama Chełstowskiego doszło w trakcie poniedziałkowego spotkania organizowanego w galerii Związku Polskich Artystów Fotografików w Warszawie. Informacje o dramatycznych okolicznościach szybko obiegły środowisko fotoreporterów.
Chełstowski od lat pracował jako fotograf dla agencji Forum. Relacjonował wiele głośnych wydarzeń, a w ostatnim czasie uwieczniał m.in. expose Radosława Sikorskiego w Sejmie.
„Złote 4 minuty” i brak AED. Świadkowie mówią o dramatycznej walce o życie
O próbie ratowania życia fotografa napisał w mediach społecznościowych fotograf Jan Wojciech Łaski, który był na miejscu. Z jego relacji wynika, że świadkowie natychmiast podjęli reanimację i wezwali karetkę, ale jednocześnie bezskutecznie szukano w okolicy defibrylatora AED.
„Natychmiast rozpoczęliśmy reanimację i wezwaliśmy karetkę, a przeszkoleni koledzy podzielili się rolami, walcząc o jego życie, podczas gdy inni bezskutecznie szukali automatycznego defibrylatora AED w okolicy. W centrum europejskiej stolicy, w miejscu odwiedzanym codziennie przez tysiące ludzi, nie było dostępnego urządzenia, które mogłoby zwiększyć jego szanse na przeżycie” – napisał.
Łaski początkowo sugerował, że pogotowie przyjechało z półgodzinnym opóźnieniem. Później sprostował jednak, że przedłużający się czas był jego subiektywnym odczuciem w sytuacji ogromnego stresu i emocji. Podkreślił też, że jego wpis nie był atakiem na ratowników.
„(…) jasno podkreślam, że nie obwiniałem i nie obwiniam ratowników medycznych, których pracę ogromnie szanuję, bo mój wpis dotyczył czegoś innego – braku wyraźnie widocznego, ogólnodostępnego defibrylatora AED w tak ruchliwym miejscu jak Plac Zamkowy, gdzie w przypadku nagłego zatrzymania krążenia kluczowe są pierwsze minuty, tzw. 'złote 4 minuty’, kiedy natychmiastowa resuscytacja i szybki dostęp do AED realnie zwiększają szanse przeżycia” – czytamy we wpisie na Facebooku.
„Za wcześnie odszedłeś Adasiu”. Środowisko fotoreporterów żegna kolegę
Po śmierci Adama Chełstowskiego w sieci zaczęły pojawiać się pożegnania. Łaski napisał wprost, że mimo wysiłków serce fotografa zatrzymało się na zawsze.
„Mimo naszych wysiłków serce Adama zatrzymało się na zawsze. Jako fotoreporterom często wydaje nam się, że to my relacjonujemy cudze dramaty, tymczasem tragedia może dotknąć każdego z nas” – napisał.
Do tragedii odniósł się również fotoreporter Jakub Szymczuk, który podkreślił dorobek zmarłego i to, jak bardzo jego praca była obecna w codziennym życiu odbiorców.
„Dziś zmarł nagle Adam Chełstowski, skromny i wybitny fotoreporter i jak to z fotoreporterami często bywa – wydaje się wam, że go nie znacie. Wydaje się jedynie. Stworzył setki legendarnych politycznych zdjęć, które codziennie oglądaliście. Tak to już bywa w tym fachu, niewielu czyta podpisy pod zdjęciami. Jego spojrzenie zostanie spojrzeniem na współczesną historię Polski” – napisał w serwisie X.
Wyrazy współczucia dla żony i synów zmarłego przekazała także Polska Agencja Fotografów Forum. W oświadczeniu padły słowa, które mocno wybrzmiały wśród osób znających Chełstowskiego z pracy.
„Nie usłyszymy już jego perlistego śmiechu, stukotu kowbojskich butów. I nie zobaczymy nowych, jak zawsze trafionych w punkt zdjęć. Za wcześnie odszedłeś Adasiu” – napisano.
Kim był Adam Chełstowski. „Potrafił dostrzec to, czego inni nie widzieli”
Głos zabrał także Jacek Słomion z Fundacji Kaszuby, który zwrócił uwagę na wyjątkową wrażliwość zmarłego fotografa.
„Adam miał ten niezwykły dar – często dostrzegał to, czego inni nie widzieli, i potrafił uchwycić to na zdjęciach” – pisał.
Dla wielu osób z branży ta śmierć ma jeszcze jeden wymiar. To przypomnienie, jak kruche potrafi być życie, nawet w miejscu, które wydaje się bezpieczne, publiczne i stale pełne ludzi.
