Czarne chmury nad Żurkiem. Tak potężnego ciosu się nie spodziewał
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski złożył prywatny akt oskarżenia przeciwko ministrowi sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi. Zarzuty są poważne. Chodzi o zniesławienie, insynuacje oraz — jak twierdzi Święczkowski — przekroczenie granic urzędu.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

I choć sprawa wygląda na personalną, jej tło jest znacznie szersze.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Publiczne słowa, prywatny akt oskarżenia

Reprezentujący prezesa TK mec. Krzysztof Wąsowski poinformował, że akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa. Dotyczy on publicznych wypowiedzi oraz konkretnych działań Waldemara Żurka jako prokuratora generalnego.

Zdaniem Święczkowskiego minister miał sugerować, że ten — jeszcze jako Prokurator Krajowy — naruszył swoje uprawnienia oraz ujawnił prawnie chronione tajemnice. Co więcej, miało to zostać przedstawione w sposób, który podważa zaufanie niezbędne do pełnienia funkcji sędziego i prezesa TK.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

To właśnie te słowa stały się osią sporu.

Wniosek o immunitet i medialny szum

Kluczowy moment nastąpił pod koniec września 2025 roku. Wtedy Waldemar Żurek złożył wniosek o uchylenie immunitetu sędziowskiego Bogdana Święczkowskiego. Jaki jest tego powód?

Możliwe przekroczenie uprawnień w sprawie czynności operacyjnych prowadzonych przez CBA. Sprawa dotyczyła działań wobec Roman Giertych oraz nieprawidłowości w spółce Polnord. Według Prokuratury Generalnej Święczkowski miał zlecić kontrolę działań CBA bez wymaganego upoważnienia.

To właśnie ten wątek został nagłośniony w mediach. I to on — zdaniem prezesa TK — miał charakter insynuacyjny.

„Kontrola była legalna” — kontrargument obrony

Pełnomocnik Święczkowskiego odpiera zarzuty. Podkreśla, że prokurator prowadzący kontrolę miał upoważnienie, a dostęp do materiałów CBA był zgodny z prawem. Dlatego — jak twierdzi Wąsowski — minister sprawiedliwości, mimo znajomości faktów, zdecydował się na narrację, która stawiała prezesa TK w złym świetle. I zrobił to publicznie.

Właśnie ten moment ma być — według aktu oskarżenia — wyjściem z roli urzędnika państwowego.

Co grozi ministrowi?

Za zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania kodeks karny przewiduje:

  • grzywnę,

  • karę ograniczenia wolności,

  • a nawet do roku pozbawienia wolności.

Jednak ten proces to nie tylko kwestia ewentualnej kary. Bo tak naprawdę chodzi o coś więcej.

Sedno sprawy jest gdzie indziej

To starcie dwóch centralnych instytucji państwa. To konflikt o granice władzy, język urzędnika i odpowiedzialność za publiczne słowa. I dopiero sąd odpowie na pytanie, czy minister sprawiedliwości przekroczył granicę, czy tylko skorzystał z przysługujących mu uprawnień.

A ta odpowiedź może mieć znacznie szersze konsekwencje, niż dziś się wydaje.