Czarna seria po nocy Sylwestrowej. Dramat dzieci – amputacja to dopiero początek
(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Miała być radość, fajerwerki i odliczanie do północy. W Koszalinie wielu mieszkańców zapamięta jednak tę noc inaczej – przez syreny, pośpiech i kolejne zgłoszenia z udziałem nieletnich. Dla medyków to była wyjątkowo ciężka zmiana, a lista przypadków z godziny na godzinę robiła się dłuższa.

Noc, w której na oddział trafiały głównie dzieci

Z informacji zebranych po sylwestrowej nocy wynika, że do szpitala trafiały kolejne osoby niepełnoletnie. Część z nich ucierpiała przez pirotechnikę, inne przez alkohol albo nieszczęśliwe upadki. To ten typ dyżuru, kiedy nie ma „jednej historii”, tylko kumulację zdarzeń, które łączy wiek poszkodowanych.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Przypadkowe ofiary pirotechniki. Wystarczy chwila i odłamek leci w tłum

Wśród pacjentów była 6-letnia dziewczynka, która została uderzona w policzek odłamkiem petardy. To jeden z tych scenariuszy, które przerażają rodziców najbardziej – dziecko niczego nie odpala, a i tak zostaje poszkodowane. Ten przypadek znów przypomniał, że w tłumie i na osiedlach „zabawa” łatwo wymyka się spod kontroli.

Alkohol i brak nadzoru. 14-latka trafiła do szpitala z powodu upojenia

Tę samą noc służby miały też interwencję dotyczącą 14-letniej dziewczynki hospitalizowanej z powodu silnego upojenia alkoholowego. To temat, który co roku wraca jak bumerang, ale wciąż zbyt często kończy się tak samo – nocą na oddziale i stresem, który zostaje w domu na długo.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Upadek, uraz i kolejne wezwania. Nie tylko petardy zrobiły swoje

To nie był dyżur „tylko od fajerwerków”. Pomocy potrzebował także 8-letni chłopiec z urazem głowy po upadku. Medycy zajmowali się również nastolatkami poszkodowanymi w nocnym wypadku drogowym. Łącznie – jak wynika z podawanych informacji – w krótkim czasie zebrało się kilka różnych zdarzeń, a każde wymagało osobnej diagnostyki i szybkich decyzji.

Najpoważniejszy przypadek tej nocy. Petarda eksplodowała w dłoni 14-latka

Najbardziej dramatyczny incydent dotyczył 14-letniego chłopca z bardzo ciężkimi obrażeniami prawej dłoni. Według relacji służb petarda wybuchła w momencie, gdy nastolatek wciąż trzymał ją w ręce.

(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Lekarze ze Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie walczyli o to, co dało się uratować, ale obrażenia były zbyt rozległe. Konieczna okazała się amputacja jednego z palców. To sytuacja, w której jedno błędne „jeszcze sekundę” zostaje z człowiekiem na całe życie.

To nie jest „wypadek przy zabawie”. To konsekwencje na lata

W takich historiach zawsze pada to samo zdanie: „tylko chciał odpalić”, „to miało być szybko”, „przecież wszyscy tak robią”. A potem zostaje rehabilitacja, blizny, strach przed kolejnym hukiem i pytanie, dlaczego nikt nie zatrzymał tego wcześniej.

W Koszalinie ta noc powinna wybrzmieć jako ostrzeżenie – nie moralizowanie, tylko fakt: pirotechnika w rękach dzieci nie jest niewinną zabawką. I czasem nie wystarczy ostrożność osoby, która odpala. Wystarczy, że ktoś stoi obok.