Miała być radość, fajerwerki i odliczanie do północy. W Koszalinie wielu mieszkańców zapamięta jednak tę noc inaczej – przez syreny, pośpiech i kolejne zgłoszenia z udziałem nieletnich. Dla medyków to była wyjątkowo ciężka zmiana, a lista przypadków z godziny na godzinę robiła się dłuższa.
- Czytaj też: Maryla Rodowicz przerwała „żarciki” na ściance podczas „Sylwestra z Dwójką”. Dziennikarzy zamurowało
Noc, w której na oddział trafiały głównie dzieci
Z informacji zebranych po sylwestrowej nocy wynika, że do szpitala trafiały kolejne osoby niepełnoletnie. Część z nich ucierpiała przez pirotechnikę, inne przez alkohol albo nieszczęśliwe upadki. To ten typ dyżuru, kiedy nie ma „jednej historii”, tylko kumulację zdarzeń, które łączy wiek poszkodowanych.
Przypadkowe ofiary pirotechniki. Wystarczy chwila i odłamek leci w tłum
Wśród pacjentów była 6-letnia dziewczynka, która została uderzona w policzek odłamkiem petardy. To jeden z tych scenariuszy, które przerażają rodziców najbardziej – dziecko niczego nie odpala, a i tak zostaje poszkodowane. Ten przypadek znów przypomniał, że w tłumie i na osiedlach „zabawa” łatwo wymyka się spod kontroli.
- Zobacz także: Noworoczne orędzie Donalda Tuska wstrząsnęło Polakami. Niebywałe co padło z ust premiera
Alkohol i brak nadzoru. 14-latka trafiła do szpitala z powodu upojenia
Tę samą noc służby miały też interwencję dotyczącą 14-letniej dziewczynki hospitalizowanej z powodu silnego upojenia alkoholowego. To temat, który co roku wraca jak bumerang, ale wciąż zbyt często kończy się tak samo – nocą na oddziale i stresem, który zostaje w domu na długo.
Upadek, uraz i kolejne wezwania. Nie tylko petardy zrobiły swoje
To nie był dyżur „tylko od fajerwerków”. Pomocy potrzebował także 8-letni chłopiec z urazem głowy po upadku. Medycy zajmowali się również nastolatkami poszkodowanymi w nocnym wypadku drogowym. Łącznie – jak wynika z podawanych informacji – w krótkim czasie zebrało się kilka różnych zdarzeń, a każde wymagało osobnej diagnostyki i szybkich decyzji.
Najpoważniejszy przypadek tej nocy. Petarda eksplodowała w dłoni 14-latka
Najbardziej dramatyczny incydent dotyczył 14-letniego chłopca z bardzo ciężkimi obrażeniami prawej dłoni. Według relacji służb petarda wybuchła w momencie, gdy nastolatek wciąż trzymał ją w ręce.
Lekarze ze Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie walczyli o to, co dało się uratować, ale obrażenia były zbyt rozległe. Konieczna okazała się amputacja jednego z palców. To sytuacja, w której jedno błędne „jeszcze sekundę” zostaje z człowiekiem na całe życie.
To nie jest „wypadek przy zabawie”. To konsekwencje na lata
W takich historiach zawsze pada to samo zdanie: „tylko chciał odpalić”, „to miało być szybko”, „przecież wszyscy tak robią”. A potem zostaje rehabilitacja, blizny, strach przed kolejnym hukiem i pytanie, dlaczego nikt nie zatrzymał tego wcześniej.
W Koszalinie ta noc powinna wybrzmieć jako ostrzeżenie – nie moralizowanie, tylko fakt: pirotechnika w rękach dzieci nie jest niewinną zabawką. I czasem nie wystarczy ostrożność osoby, która odpala. Wystarczy, że ktoś stoi obok.
