Rafał Główczyński, znany w sieci jako „Ksiądz z osiedla”, wystąpił w programie „The Traitors. Zdrajcy” emitowanym przez TVN. Jednak – jak sam przyznał – początkowo był przekonany, że zgłasza się do zupełnie innego formatu. Dlatego jego udział w show od początku budził zaskoczenie.
Pomyłka, która zmieniła wszystko
Duchowny kojarzył zaproszenie z dawnym programem „Agent – Gwiazdy TVN”, który łączył rywalizację z podróżami po atrakcyjnych miejscach. Ponieważ pamiętał tamten format jako przygodowy, uznał, że chodzi o podobną produkcję.
„Dostałem zaproszenie, natomiast tak szczerze to ja trochę pomyliłem programy. (…) Ja byłem przekonany, że jadę na wycieczkę do Francji na koszt TVN” – mówił Rafał Główczyński w rozmowie z Eska.pl.
Dodatkowo – jak twierdzi – produkcja zaproponowała mu opłacenie przejazdu na rekolekcje w Lourdes po zakończeniu udziału w programie. To dlatego wizja wyjazdu wydawała się atrakcyjna. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Zamek intryg zamiast wakacyjnej przygody
Program „The Traitors. Zdrajcy” opiera się na blefie, manipulacji i eliminowaniu uczestników. Tymczasem duchowny spodziewał się formatu bardziej przygodowego niż psychologicznego. Dlatego – jak relacjonuje – dopiero na planie zrozumiał, w czym naprawdę bierze udział.
„Ale na miejscu właśnie dowiedziałem się, że to nie jest ten program i pytam: ‘to co ja mam robić?’ i oni mówią: ‘to nie oglądałeś?’”
W efekcie jego wypowiedzi szybko obiegły internet, a reakcje widzów były podzielone. Część osób uznała sytuację za zabawną, inni natomiast wskazywali na kontrowersyjny charakter formatu.
Dlaczego ksiądz poszedł do telewizji?
Choć udział w reality-show o zdradzie może budzić wątpliwości, duchowny przekonuje, że kierowała nim konkretna strategia. Ponieważ – jak podkreśla – młodzi ludzie coraz rzadziej pojawiają się w kościołach, postanowił dotrzeć do nich tam, gdzie są obecni.
Loading Facebook post...
Posted on Facebook
„Statystycznie teraz w kościołach mamy chyba jakieś 15–20% społeczeństwa, natomiast jeśli chodzi o ludzi młodych, to jest zdecydowanie mniej. (…) Gdyby cała młodzież była u mnie w niedzielę na mszy, to bym był w kościele, a ponieważ nie są, to poszedłem tam, gdzie są, czyli tym razem na ekran telewizora.”
Z jednej strony jest to forma obecności medialnej, z drugiej – próba przełamania dystansu. Jednocześnie duchowny liczy, że rozpoznawalność przełoży się na bezpośrednie rozmowy z wiernymi.
„Cieszy mnie bardzo, że ta emisja jest w niedzielę, bo mam taką nadzieję, że nawet jak ktoś mnie nie zobaczy w kościele, to zobaczy potem w programie i może pójdzie za tydzień, zagada ‘ojcze może spowiedź, może kawka, może herbatka?’ To są takie moje ukryte cele.”
Mimo kontrowersji Rafał Główczyński przekonuje, że jego obecność w show nie była prowokacją. Wręcz przeciwnie – w jego ocenie była próbą wyjścia poza mury parafii. A czy ta strategia okaże się skuteczna, pokażą dopiero kolejne tygodnie emisji.
